motto:


mogłam(?)


być długonoga, zgrabna i szczupła

zrobić karierę , cokolwiek to znaczy

zostać artystką – intelektualistką

(a w najgorszym / najlepszym razie żoną artysty – intelektualisty)

zwiedzić pół świata bez większego wysiłku

(i tak podejmowanego w zasadzie nie wiadomo po co)

być matką dzieci spłodzonych może, daj Boże, nie przypadkiem.

mogłabym też znacznie wydłużyć tę listę...

ale czy na pewno? ale czy chciałam, ale czy warto?

(E.K.)


Na internetowe głosowanie w I WYBORACH MISS POLSKI NA WÓZKU zostało jeszcze kilkanaście dni. Cały konkurs jest inicjatywą społeczną organizowaną przez Fundację Jedyna Taka.


Sama jestem kobietą od urodzenia niesprawną ruchowo i w zasadzie powinnam się cieszyć, że wreszcie ktoś ma pomysł na to, aby zrobić mały, tak, tak, to nie pomyłka, wciąż jeszcze bardzo mały, krok w stronę zmiany społecznego postrzegania kobiet niepełnosprawnych. Oraz, że komuś w ogóle przyszło do głowy, że warto pokazać autentyczne piękno i urodę dziewczyn, których jednym z, BO PRZECIEŻ NIE JEDYNYM, z atrybutów życia codziennego jest wózek inwalidzki. Teoretycznie powinnam też, i w jakiejś mierze tak jest, radować się tym, iż w końcu zwrócono uwagę na seksualność – bo czemuż innemu służą wybory Miss – tych Pań.



Podziękowania organizatorom należą się także i za zwrócenie uwagi na fakt, że – częściej niż się to ogółowi wydaje – są to kobiety aktywne pełne pasji, nie pozbawione odwagi, uporu i wytrwałości w realizacji swoich pragnień. Wdzięczność winna być im okazana również i z powodu powiedzenia głośno o tym, że wśród nich są takie same, albo i lepsze, bo bardziej świadome konieczności „tuszowania” niedoskonałości własnych ciał, „Matki, żony i kochanki” - że powtórzę tytuł popularnego niegdyś serialu telewizyjnego – jak w całej reszcie ludzkiej populacji. I, że wózek, mimo iż jest to niełatwe, gdyż większość facetów to wzrokowcy, nie musi przesądzać o ich powabie, również tym fizycznym. Ze o intelektualnym nie wspomnę, a nie wspomnę choćby z uwagi na okoliczność, że gdy oboje jesteśmy z moim zdrowym fizycznie partnerem na ulicy, to ewentualni potrzebujący takiej informacji, pytają o godzinę jego, prowadzącego wózek, a nie mnie, która ma w tej sytuacji ręce wolne. Bo naturalnie z faktu, że z nas dwojga, przy całej ogromnej miłości i szacunku do towarzyszącego mi mężczyzny, to akurat ja, a nie On, mam wyższe wykształcenie, przypadkowi przechodnie wiedzieć nie mają obowiązku.



Skoro więc w końcu satysfakcja w powyżej opisanej materii miała się stać moim udziałem, to DLACZEGO wciąż używam zastrzeżeń „ w zasadzie” albo „teoretycznie”, a czasownikom w tym tekście tak często nadają formę trybu warunkowego? Odpowiedź w tej materii jest tak prosta, że wręcz trywialna. Otóż Drodzy Moi, nawet ci najżyczliwsi pod słońcem czytelnicy. Otóż, z mojego subiektywnego punktu widzenia, zadowolenie się takimi, CHOĆ BARDZO POTRZEBNYMI I ISTOTNYMI, WYBORAMI MISS, to jest pójście w minimalizm.



Dla mnie dopóki nie będą to jedne i te same wybory MISS POLSKI, czy MISS POLONIA, nazywajcie to jak chcecie, co najwyżej z różnymi kategoriami, coś jak na przykład kategorie wagowe, albo płciowe w boksie, to nie będę nimi definitywnie usatysfakcjonowana. Że we łbie mi się przewraca?.... I że za wiele wymagam?... Być może, ale ja od urodzenia tak mam. A życiowe doświadczenie kobiety ponad pięćdziesięcioletniej, a także liczne poczynione obserwacje, plus jakieś tam osiągnięcia utwierdzają mnie jedynie w przekonaniu, że postawa maksymalistyczna jest, szczególnie w obliczu dominujących w społeczeństwie stereotypów, w tym wypadku, jedynie słuszną.


Ewa Karbowska