Od kilku lat Sejm stopniowo rezygnuje ze swoich konstytucyjnych ról: kontrolera działalności Rady Ministrów oraz twórcy prawa zawartego w ustawach. Sejm bowiem uzależnił się od rządu. Marszałek Sejmu, formalnie druga po Prezydencie RP osoba w państwie, jest posłusznym nominatem premiera.
Jeszcze piętnaście lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Po zwycięstwie Akcji Wyborczej Solidarność w 1997 r. marszałkiem został Maciej Płażyński, który nie był nawet związany z kierownictwem AWS, a przesłanką jego wyboru było to, iż uzyskał największą liczbę głosów w wyborach jako poseł. Gdy zmienił barwy partyjne (z AWS na PO) nikomu do głowy nie przyszło, by go odwoływać.
 
Kontrola działalności rządu przez Sejm jest fikcją, gdyż głównym celem posłów mających większość głosów w Sejmie jest znalezienie się na dobrym miejscu listy w kolejnych wyborach, a to zależy od szefa partii i rządu. Posłowie opozycji nie są w stanie sami sprawować kontroli, albowiem do podjęcia kluczowych decyzji przez Sejm, np. o powołaniu komisji śledczej, potrzeba głosów koalicyjnej większości, na poważną kontrolę rządu nigdy nie wyrażającej zgody.

Rola posłów w procesie tworzenia ustaw również została zmarginalizowania. Posłowie partii rządzącej nie mogą wnosić poprawek do rządowych projektów ustaw bez zgody rządu. Poprawki wnoszone przez posłów opozycji są bez dyskusji odrzucane. Do karykatury sprowadzono instytucję tzw. poselskich projektów ustaw. Posłowie koalicyjni mogą wnosić swoje projekty w sprawach nieistotnych, bądź też na polecenie premiera wnoszą projekty ustaw napisane przez urzędników rządowych - kierownictwo partyjno-rządowe omija w ten sposób żmudne etapy uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych, przez które powinny przechodzić projekty rządowe. Superdemokratyczna instytucja poselskiego projektu ustawy służy zatem obecnie do ignorowania demokratycznych procedur.

Posłowie partii rządzących godzą się na te upokorzenia, gdyż ich losy są zależne od premiera. Do takich wynaturzeń doprowadził system polityczny, którego jednym z fundamentów jest proporcjonalna ordynacja wyborcza.

Zachodzące na naszych oczach przekształcenie ustroju państwa sprawia, że obowiązujące przepisy Konstytucji RP stały się nieadekwatne. Mamy dwie możliwości. Kontynuacja obecnego stanu rzeczy nie wymaga utrzymywania kosztownego Sejmu i Senatu. Posłom wystarczyłby status podobny do elektorów w wyborach prezydenckich w USA, którzy spotykają się tylko raz w czasie kadencji, dokonując wyboru prezydenta. W tym celu nie muszą nawet jeździć do stolicy.

Drugą możliwością jest radykalna zmiana sposobu wyboru posłów tak, by stali się niezależni od kierownictwa partyjno-rządowego. O tym, jak to zrobić i jak może być w tym przydatna akcja zmieleni.pl, napiszę w następnym felietonie.

Maciej Białecki

Wspólnota Samorządowa
maciej@bialecki.net.pl
http://www.bialecki.net.pl/