Drugi raz zmieniłem poglądy. Przez wiele lat byłem zwolennikiem wprowadzenia w wyborach parlamentarnych w Polsce - jak i w każdym innym kraju, którego rozwój ma być oparty na aktywności obywatelskiej - systemu większościowego, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW).
Przeciwnicy ordynacji większościowej atakują ją argumentami z dwóch przeciwstawnych stron. Większy oddźwięk w mediach znajduje obawa, że jednomandatowe okręgi wyborcze wprowadzą do Sejmu indywidualistów nie zawsze najlepszej proweniencji, którzy zamiast dbać wspólnie o dobro Rzeczypospolitej, będą załatwiać swoje interesiki i nie będą w stanie sformować większości parlamentarnej, umożliwiającej wyłonienie dobrego rządu.
 
Koronnym dowodem na ten argument były wyniki wyborów do Senatu w okręgu pilskim. Wybory do Senatu odbywają się według ordynacji większościowej, w latach 1989-2011 w okręgach kilkumandatowych, a obecnie w JOW. Otóż w Pile przez wiele kadencji mandat zdobywał niezależny kandydat Henryk Stokłosa, lokalny przedsiębiorca, mający kłopoty z prawem.

Używający tego argumentu milczeniem pomijają fakt, iż przypadek Stokłosy był jeden na stu senatorów. Przyznają Państwo, że jeden procent błędu w procedurze obejmującej trzydzieści milionów uczestników to nie jest najgorszy wynik.

Kilka lat temu trafiła do mnie natomiast argumentacja, że ordynacja większościowa do Sejmu ugruntuje przewagę zwycięskiej partii, tak jak w wyborach do Senatu zarówno w czasach, gdy wybory wygrywały SLD, AWS bądź PiS, jak i ostatnio, gdy umiarkowanie zwycięska w Sejmie (45% mandatów) Platforma Obywatelska uzyskała w Senacie miażdżącą przewagę - 63, a właściwie 66 mandatów (3 dodatkowe mandaty to przypadki Marka Borowskiego, Włodzimierza Cimoszewicza i Kazimierza Kutza, których PO wspierała, nie wystawiając w ich okręgach własnych kandydatów).

Senat, zdominowany w kolejnych kadencjach przez partię rządzącą, zamienił się w bezwolną - przy całym szacunku do wcześniejszego dorobku zasiadających w nim senatorów - maszynkę do głosowania. Wizja funkcjonującego w podobny sposób Sejmu odstrasza skutecznie wielu zwolenników demokracji parlamentarnej od poparcia idei JOW w wyborach do Sejmu.

Dlaczego ten argument przestał być istotny i dlaczego warto wesprzeć akcję Pawła Kukiza, mającą na celu odtworzenie petycji z 2004 r. w sprawie zmiany ordynacji wyborczej na większościową, napiszę w następnym felietonie. Petycja została podpisana wtedy przez 750 000 obywateli. Inicjator petycji, którym była Platforma Obywatelska, przestał się jednak do niej wkrótce przyznawać, a karty z podpisami zostały zmielone na makulaturę.
Dziś można odtworzyć swój podpis na stronie zmieleni.pl.

Maciej Białecki

Wspólnota Samorządowa
maciej@bialecki.net.pl
http://www.bialecki.net.pl/