Na szafce przy łóżku zawsze kilka kartek i ołówek. Nocne wiersze zwykle tak zapisuję. Bo i wstać się nie chce i, poza tym, wszelkie inne pisadła zacinają się w obliczu horyzontalnej pozycji notującego.
Za to rankiem przy biurku, między tuszowaniem lewego i prawego oka, rymami rozpisuję zabytkowe wieczne pióra. Staruszki nie powinny się przecież zastać.

Natomiast tzw. mazakowe strofy powstają w drodze do roboty. Bo tylko mazaki znoszą autobusowy tłok. I, wprawdzie niechętnie, ale jednak, tolerują podskakiwanie na nierównościach dróg. Jeśli trzeba akceptują także niedogodności gwałtownego hamowania na światłach miejskich skrzyżowań.

Godziny pracy. Tu najłatwiej o komputerowy wariant twórczości. Dość łatwe jest bowiem udawanie przed szefem, że właśnie podlicza się kolejne kolumny cyfr.

Po powrocie do domu. Jeszcze codzienny trening długopisu PARKER. Tego z dawnych szkolnych lat. Wkrótce potem nastanie noc. Nareszcie.

Ewa Karbowska