Z pamiętnika Lumpenpolaka
Dziś pani Basia była w najwyższym stopniu zdenerwowana. Okropnie boi się nowej okupacji niemieckiej, bo – jak mówi – w czasie poprzedniej jej rodzice stracili cały dobytek, i gdyby nie uczciwy szabrownik, który tanio sprzedał im meble i naczynia przywiezione ze Szczecina, dorabiali by się znacznie dłużej.

- Proszę pana, mój prezes, który bardzo ładnie wyglądał ze swoim granatowym krawatem w drobne groszki, to bardzo mnie zmartwił, kiedy mówił, że Szczecin ma być znów niemiecki. Najpierw mapy nasz rząd zrobił bez Szczecina...
- Pani Basiu – powiedziałem – to w reklamie wyborczej partii Platforma Obywatelska grafik spaprał rysunek i dał do telewizji niedokończony, ze Szczecinem, ale za to bez połówki wyspy Wolin.
- Ale prezes miał rację, bo to znaczy, że niedokładnie ktoś obejrzał przed nadaniem. Na pewno celowo, żeby dać taki sygnał do świata, że Polska nie chce już Szczecina i odda go Niemcom.
- Pani Basiu, ale po co Niemcy mieliby zabierać  z powrotem  właśnie Szczecin, kiedy sami wyjeżdżają ze wschodnich landów do zachodniej części kraju. Na zachód jadą, nie na wschód.
- To proszę przeczytać, co tu piszą – wyciągnęła do mnie gazetę „Metro”.

A tam informacja, że w najbliższą sobotę ukaże się informator dziennika "Metro" pt. "Zakupy w Szczecinie" (Einkaufen in Szczecin) skierowany do Niemców przyjeżdżających do Polski na zakupy. Zarówno teksty, jak i reklamy będą w całości zredagowane w języku niemieckim.
- Pani Basiu, Niemcy owszem, przyjeżdżają do nas, ale na zakupy. Wydają w Polsce dużo swoich euro i nasi kupcy mają komu sprzedawać i na kim zarabiać.
- Dawniej, jak Szwaby przyjeżdżali, to wykupywali wszystko. A teraz po ich stronie wywiesili takie plakaty, żeby wygonić Polaków! Już mój prezes tym się zajmie, żeby zaprotestować albo zmusić tego Tuska,  żeby coś o tym powiedział.
- Pani Basiu, to jest właśnie dowód na to, że Polacy jeżdżą do Niemiec pracować, a nawet kupują tam mieszkania i domy i się osiedlają. Nie Niemcy do Polski, tylko Polacy do Niemiec. Może ten argument trafi do pani prezesa.
Pani Basia już nie słyszała – spieszyła się bardzo, żeby zdążyć na audycję reklamową z żółtymi papierami prezesa.
Piotr Witulski