Jak wiadomo każdemu, nawet średnio wykształconemu, człowiekowi, w niemal wszystkich kulturach i religiach, biologiczne dziewictwo było, a często jest do dzisiaj, czego skrajną - ale przecież nie jedyną -swoistą, niezbędną każdej niezamężnej dziewczynie, czy kobiecie, legitymacją przyzwoitości. Przykładem są przeprowadzane od ładnych kilku lat w krajach islamskich chirurgiczne operacje odtworzenia błony dziewiczej (kolejny poświęcony tej procedurze tekst p.t. „ Jesteś dziewicą, albo nikim" można było przeczytać, między innymi, na portalach internetowych Onet i fundacji FEMINOTEKA). Jeśli, nie będąc już dzieckiem, a nie będąc jeszcze mężatką, chciała uchodzić w swoim środowisku za osobę godną szacunku (zdolną do wyjścia za mąż, a już na pewno godną poślubienia człowieka uznawanego przez to właśnie środowisko za przyzwoitego) musiała być w każdej, sposobnej po temu chwili, być gotowa na poddanie się upokarzającej procedurze, często również publicznego, udowodnienia, że jest posiadaczką nienaruszonego hymenu. Wszak nie bez przyczyny grecki mitologiczny Hymen, to patron małżeństwa.
Z racji posiadanych w, chrześcijańskiej i prawosławnej już od piątego wieku naszej ery, Gruzji bliskich koligacji rodzinnych, wiem z pewnego źródła, iż po dziś dzień, naturalnie tylko na tamtejszych zapadłych wsiach, kultywuje się tam, prastary i niekoniecznie wyłącznie chrześcijański, obyczaj obnoszenia od domu do domu zakrwawionego prześcieradła panny młodej po nocy poślubnej.

W Polsce, oczywiście, kościół, głównie rzymskokatolicki, postuluje, nie bez pewnych, nikłych zresztą procentowo, rezultatów, czystość przedmałżeńską młodych ludzi. Wiemy jednak wszyscy, że większościowa praktyka w tej materia jest, jakby to zręcznie powiedzieć..., wręcz przeciwna. Czyli, że - jak zresztą w wielu innych sprawach - sugestie zalecenia i nakazy kościoła swoją drogą, a życie „prawdziwych Polaków - katolików" (oczywiście, że z małymi wyjątkami) swoją, tyle, że zupełnie inną od tej nakazanej przez wyznawaną religię.

Tym bardziej, tzn. tym bardziej, że większość polskiego społeczeństwa zachowuje się, w omawianej kwestii, jak banda hipokrytów, nie powinna nikogo zadziwiać postawa, skądinąd popartego także przeze mnie, ale tylko z braku sensowniejszej alternatywy, rządu Platformy Obywatelskiej, który w kwestii uprawiania polityki i rządzenia krajem zachowuje się dokładnie tak samo, jak większość naszych rodaków w sprawie „przedślubnego" dziewictwa. Są nieodrodnymi synami, no i naturalnie córkami, swego narodu.

Mają więc nierozwiązywalny, oczywiście jeśli nie brać pod uwagę wyjątkowego przypadku Maryi Dziewicy, a jedynie elementarną wiedzę i taki sam zdrowy rozsądek, problem: JAK DZIEWICĄ BYĆ I - równocześnie - DZIECKO MIEĆ. Czyli jak nie spowodować masowych protestów obywateli, tudzież coraz powszechniejszej nędzy, a jednocześnie przeprowadzić, bolesne społecznie, ale nieodzowne gospodarczo, reformy i to z uwzględnieniem niezbyt wesołej konstatacji, że okres najlepszej w ostatnich latach koniunktury gospodarczej, został zmarnowany przez, szczęśliwie miniony, rząd Jarosława Kaczyńskiego? Problem o tyle poważny, że dotyczy nas wszystkich, ale odpowiedź na postawione pytanie niestety jedna. Otóż, żeby na moment powrócić do seksualnej paraleli, w odróżnieniu od udanego współżycia płciowego, w polityce społecznej gospodarce - będących w takim stanie jak nasze polskie - trzeba działać SZYBKO. Całe szczęście, że w tych sprawach, z kolei w przeciwieństwie do seksu, pośpiech nie ma wykluczać rozsądku. Czego sobie i rodakom - także tym rządzącym - serdecznie życzę. Bo coś mi się zdaje, że (przynajmniej w tym wypadku i kontekscie) czekanie na cud w ogóle, a na cud niepokalanego poczęcia w szczególe, to zbyt wielkie ryzyko dla nas wszystkich.

Ewa Karbowska