Psia kupa coraz częściej staje się kością niezgody w miejscach użyteczności publicznej. Ba! - w wojnie przeciwko niej wytaczane są coraz cięższe działa - a to kampania reklamowa, a to Straż Miejska, a to publiczne potępienie owej kupy w mediach.
Trzeba przyznać, że świadomość społeczna problemu jest już bardzo wysoka. Brawo - sukces został osiągnięty, wszyscy łącznie z  dziećmi w przedszkolu wiedzą, że psia kupa to wróg.

A co na to kupa?

Ano leży na chodniku tak jak leżała, tyle że teraz ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Gdzie jest zatem jej miejsce? Wszyscy zgodnie odpowiemy: miejsce psiej kupy jest w specjalnie do tego przeznaczonym i oznakowanym pojemniku, bo do zwykłego kosza na śmieci raczej nie powinno wrzucać się takiej niespodzianki.

Proste, prawda?

A jednak nie do końca. Sprawa komplikuje się w momencie, gdy zaczniemy takiego pojemnika szukać. Nie twierdzę, że w ogóle ich nie ma. Są, ale wciąż zbyt rzadko można je spotkać. Czemu zatem władze miasta, którym tak zależy na pozbyciu się śmierdzącego problemu nie zainwestują w takie pojemniki?

Pójdę dalej - czemu władze miasta tak rzadko wpadają na pomysł utworzenia parków dla psów? Przecież takie parki świetnie sprawdzają się w innych krajach. Wystarczy ogrodzić kawałek terenu i wstawić tam kilka ławek, na których właściciele psów mogliby usiąść i spokojnie porozmawiać, podczas gdy ich pupile bawią się w berka na ogrodzonym terenie i nikomu tym nie przeszkadzają.

Wszyscy byliby zadowoleni - i ci z psami i ci z małymi dziećmi i ci, którzy nie mają ani psów, ani dzieci ale chętnie na spacer do parku przychodzą.

Co zatem zrobić?

Zamiast grzmieć z ambony, rozstawiać wszędzie tabliczki przypominające o przestrzeganiu czystości i szerzyć nienawiść między tymi co mają psy, a tymi co ich nie mają - czemu nie wykazać się odrobiną inicjatywy, nie poświęcić niewielkich środków finansowych, nie utworzyć psich parków i nie rozstawić pojemników na te nieszczęsne psie kupy ?

Drodzy przedstawiciele władz miasta! My już naprawdę wszyscy wiemy, że psią kupę należy sprzątać. Nikt takiej ozdoby na trawniku oglądać nie lubi ale coś z nią trzeba zrobić. W końcu jesteśmy na nią skazani od czasu, gdy poprosiliśmy psa o to by został naszym przyjacielem.

Jest pies - jest kupa.

Niech i będą zatem ogrodzone parki dla psów i pojemniki na psie odchody. Na większości miejskich terenów zielonych znajdzie się miejsce i na ogródek dla dzieci i na ogródek dla czworonożnych pupili. Nikt wtedy nikomu w paradę by nie wchodził, nikt nie miałby pretensji o to, że pies biega bez smyczy choćby to byłby mały pudelek, Straż Miejska nie czaiłaby się za rogiem z zamiarem upolowania pechowego psiego pana, który wybrał się z psem na spacer bez smyczy - bo przecież pies musi się wybiegać.

Wszyscy bylibyśmy zdrowsi i szczęśliwsi. Skoro w innych krajach tak można, to u nas też i nawet kilka takich ogródków dla psów i pojemników na psie odchody w Polsce widziałam.

Wciąż jest to jednak rzadkość, a przecież tak niewiele potrzeba, aby psia kupa raz na zawsze przestała nam spędzać sen z powiek.

Marta Adamska
Warszawa