Sobota. Na zegarku wybija północ. Stoję pod ścianą, a ściana jest różowa. Jestem w Clubie. Tym, co zwykle. Nie wymienię nazwy, to nie kryptoreklama. Nieważne.  Tu wstęp jest od 21 lat. Na bramce stoi, co najmniej czterech dryblasów. Generalnie spoko kolo, ale lepiej z Nimi nie zadzierać. Na wstępie jest selekcja. Odpadają drechy i małolaty. Nie ma bata, żeby wszedł ktoś niemile widziany.
-  a kto jest mile widziany?

Elita. Nadziane bufony. Ładne cizie. Blond Barbie, a dla nich Keny. Pakerzy z Arka Gdynia Rugby i metroseksualni chłopcy z Warszawki. Rejestracja WW, to nie rzadki widok na parkingu pod klubem. Wystarczy wyjść na zewnątrz, a od razu się namierzy. Najlepiej na wejściu lub wyjściu takiego kolo. Kiedy pali gumę. Pisk opon i wszyscy kumają bazę. Laski posikane na widok blachy. Porche, Hondy, szybkie, jak Anakondy. Pieniądze nie śmierdzą, ale łatwo je wyczuć.

Stoję pod ścianą i czekam. Podchodzi jeden z drugim. Luka. Góra - dół. Przepraszam na chwilę i kieruję się w stronę toalety. Jak zwykle tłoczno w damskiej. No, baaa... Trzeba przypudrować nosek. Przeciągnąć rzęsy tuszem, by było, czym mrugać. Wyciągnąć na wierzch stringi - w tańcu się obsuwają.
Nie po to się wydaje kaskę na pasek do dupy z brylantami, żeby nie było go widać. A niech się ślinią, bo jak się ślinią, to i stawiają. Co prawda potem role się odwracają z tym „stawianiem", ale najpierw gra wstępna...

- Jaka kochanie twoja cena, wolisz w dolarach a może pln-ach?

Wyjmuję błyszczyk i maluję usta. Cmok cmok, żeby nie została warstwa i już. Gotowe. Wilgotne i błyszczące. Tak kusząco... Wracam. Widzę te wszystkie ślepia wlepione w mój dekolt. Poprawiam biustonosz. Cycki już na wierzchu. Mmmhmm... o tak. Zakręcę dupą i mam. Drinka. Pasoa. Szkoda mi tych 20 zł. Jutro muszę mieć na bilety. Do szkoły. Seminarium w planie. Nie mogę opuścić. Szkoda by było. Czesne kosztuje mnie całą Rentę rodzinną.

Ciągnę ze słomki. Duszkiem. Od razu lepiej. Weselej. Na trzeźwo zamulam. Mam zwałę. Kiedy patrzę na nich... Rany boskie. Mam dość. Dzień a raczej noc dupka. Nie Ja to wymyśliłam. To tekst z filmu. Zakochana złośnica. Nie jestem zakochana. Kiedyś byłam, ale... „facet to świnia". Nie jednemu powinnam strzelić w ryja, jednak...

Mam swoją klasę. Jestem blondynką, ale nie głupią. Inteligentną. Nie muszę nadrabiać ciałem, ale chętnie je eksponuję. Kuszę. Wabię. Wodzę na pokuszenie. Zbieram „materiał dowodowy". Niepisana reguła w dziennikarstwie stanowi o tym, że najlepsze teksty, to te, pisane z autopsji. Prawda.

Kto?- świnki, gdzie?- w Clubie, kiedy?- w Sobotę, jak? na chama, i dlaczego?- bo z Wawy.

Czyli, że Faceci z Warszawy podrywają na chama. Na kaskę. Na blachę. Wydaje im się, że są elitą. Przyjadą nad morze i zadzierają nosa. Szpanują złotymi łańcuchami, butami od Lacoste. Spotkać ich można przy barze, kiedy szastają mamoną i obcinają dupeczki. Brunetki, blondynki, wszystkie dziewczynki. Byle ładne i łatwe. Do łóżka. Na jedną noc. Z fantazją,

-„bo fantazje ma się od tego, aby bawić się na całego...

Oni chcą się bawić. Pracują cały tydzień, bo żeby szpanować, trzeba mieć, za co. Są młodzi, ale ambitni. Zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Mają swoje apartamenty. Często kilka. Tu i w Stolicy. Firmowe i prywatne. Wiedzą, że mogą mieć każdą. Za pieniądze. Za stanowisko. W firmie. Rekrutacja za seks. I to nie byle jaki, bo w trójkącie. W pojedynkę wyszedł z mody. Ma być ostro. Hardcorowo. Jak na filmie.

Dziś jednak w nim nie wystąpię. Wychodzę. Biorę taksówkę. Wracam do domu. Rozbieram się. Myję. Kładę. Leżę w łóżku. Nocną ciszę przerywa nagły, przeszywający pisk opon. To Oni. Młode Wilki. Wydaje im się, że są u siebie. W Stolicy. Urządzają sobie wyścigi. Królowie szosy. Nie liczą się z niczym i z nikim, kiedy wciskają pedał gazu. Na liczniku ponad 100 km/h. Wystarczyłoby, żeby wyskoczył kot czy pies i już... Drewniany krzyż na drodze.

Ile razy mój sen, zakłóca wycie syren, uporczywie słyszę słowa piosenki:

- Przecież w marzeniach miało być lepiej...

Zaczynam już wątpić w normalność tego świata. Kiedyś wierzyłam, że wszyscy ludzie są dobrzy. Mój dyrektor zawsze mawiał: „ W każdym człowieku tkwi dobro, trzeba je tylko umieć odnaleźć", ale Ja chyba nie umiem. Widzę zło. Rozpustę. Kłamstwo. Kiedyś wydawało mi się, że świat jest piękny, ale teraz myślę, że jest cyniczny i bezduszny. Szczególnie, jak mowa o świecie Showbiznesu. Najgorsze jest to, że już mnie to tak nie dziwi. Nie bulwersuje, jak kiedyś. Nauczyłam się grać tymi samymi kartami.

Stałam się wyrachowana?

Rok temu przeszłam „inicjację" w tym temacie. Kręcili akurat nowe odcinki do popularnego serialu. Zagrałam w nim „rolę". Zaraz...zaraz... Przecież nie było kamer. Był operator, był kierownik produkcji, ale to było poza planem. Miałam się wykazać. Dostałam „szansę". Każda na moim miejscu, by z niej skorzystała. Zadanie było proste. Wystarczyło, żebym dała d... Chcieli sprawdzić, czy nadaję się do roli w scenie grupowego seksu. W zamian otrzymałabym wejściówkę na plan. Przepustkę, o jakiej marzy niejedna młoda dziewczyna...

Odmówiłam i usłyszałam krótko mówiąc:

- albo się pieprzysz albo wypier....

Żarty się skończyły. To był koniec mojej niewinności. Chociaż fizycznie wyszłam z tego cało, mój umysł został zgwałcony. Czułam obrzydzenie. Już następnego dnia, zobaczyłam jednego z nich. Popychał wózek na spacerze z żoną, po bulwarze... Sielanka.

Kiedy obserwuję te wszystkie układy, zastanawiam się... Czy w dzisiejszym świecie, to normalne, że by dostać pracę, trzeba dać d...? Dlaczego kobiety traktuje się tak przedmiotowo? Czy jesteśmy tylko towarem, który można wykorzystać?

Mam nadzieję, że nie. Tylko ja źle trafiłam. Chcę wierzyć, że nie wszyscy tacy są. Mam kumpla. Modela. Też z Warszawki. Ile czasu minie nim stanie się jednym z nich? Za ile Go kupią? Pytam, bo „Obojętność silne palce ma, Łatwo zgniata kruche sny"...

Izabela Pek