Niemal każdy dorosły, i choćby odrobinę obyty z zawiłościami życia erotycznego, człowiek potrafi wymienić z pamięci listę przynajmniej kilku, powszechnie znanych, afrodyzjaków.
Ponieważ, milcząco, z góry zakładam, że moimi potencjalnymi czytelnikami są, w przytłaczającej większości, takie właśnie osoby, nie zamierzam w tym miejscu przeprowadzać akcji uświadamiającej kogokolwiek w zasygnalizowanym zakresie. Zresztą teoretycznie mogłoby się zdarzyć, że ów czytelnik będzie wprawdzie osobą pełnoletnią, ale - będąc jeszcze uczniem, i to bynajmniej nie szkoły dla, uzupełniających wykształcenie z pewnym opóźnieniem, osób dorosłych, i jako taki uczeń, będzie pozostawał we władzy mojego ulubionego wicepremiera, i równocześnie ministra edukacji, a - jak wiadomo podobne tematy, zwłaszcza, gdy są poruszane w tekstach, które mogą wpaść nie tyle w uczniowskie ręce, co przed uczniowskie oczy, przyprawiają pana wicepremiera o - zaistniałe na podłożu negatywnym - palpitacje serca (w odróżnieniu od, na przykład, pokazu mody szkolnych „strojów jednolitych", w wykonaniu, między innymi, kilku rozkosznych „Lolitek", bo ten widok wprawił pana ministra, w wyraźnie widoczny, podczas tej imprezy, - na jego światłym obliczu - błogostan), a ja naturalnie nie mogę spokojnie nawet myśleć, nie mówiąc już o konkretnych działaniach, mających bodaj tylko potencjalnie, narazić na szwank zdrowie Pana

Romana G., zwłaszcza w obliczu ostatnich akcji protestacyjnych naszych medyków.

Zamiast afrodyzjakami zajmę się więc ,tymczasem, także dla moralnego bezpieczeństwa uczniów i pana wicepremiera, antyafrodyzjakami, a mówiąc precyzyjniej, jednym z nich.

Ostatnio zastanawiałam się, początkowo tylko na własny użytek, potem także na pożytek dyskusji w gronie koleżanek, co, szczególnie dla kobiety, bo jedynie w imieniu tej płci mogę się - względnie autorytatywnie - wypowiadać, bywa, tak naprawdę, skutecznym antyafrodyzjakiem.

Przemyślenia własne, tudzież rozmowy ze znajomymi Paniami, doprowadziły mnie do wniosku, że nic nie obniża tak skutecznie pożądania seksualnego kobiety, jak POGLĄDY POLITYCZNE jej, ewentualnego, erotycznego partnera. Stwierdzenie to jest prawdziwe, oczywiście, tylko przy dwóch założeniach. Po pierwsze: poglądy i poczynania polityczne TEGO mężczyzny muszą się zasadniczo różnić od poglądów i poczynań politycznych TEJ kobiety. Po drugie: potencjalni partnerzy seksualni muszą mieć szansę zapoznania się, nawzajem, ze swoimi koncepcjami politycznymi, jeszcze zanim znajdą się we wspólnym łóżku, na którym to meblu znalezienie się w ramionach Morfeusza jest dla nich czynnością - jeśli w ogóle - to znacznie mniej istotną, niż, wyrażając się eufemistycznie, znalezienie się, naturalnie znowu nawzajem, we własnych ramionach.

Moja, i zdaję się nie tylko moja, babcia mawiała, że najbardziej seksownym organem człowieka w ogóle, a mężczyzny w szczególe, jest, wbrew niektórym szeroko rozpowszechnionym opiniom, mózg. Istotnie jak słucham jakie androny plotą codziennie, nawet ci najbardziej przystojni, politycy koalicji aktualnie rządzącej, jestem najczęściej, jak na przykład teraz, już tak tymi bredniami zmęczona, że nie mam nawet siły na wymienianie przykładów z długiej listy, atakujących mnie bez przerwy, idiotycznych konkretów, a co tu dopiero mówić, nawet jedynie hipotetycznie, o jakimkolwiek uroczym, niekoniecznie kompletnie ubranym, sam na sam.

Notoryczne plecenie głupot, traktowane jako antyafrodyzjak, bije - w swej skuteczności - na głowę wszelkie porozrzucane, nie tylko po sypialni, stosy brudnych skarpet i wszystkie szelki, kalesony, a nawet nie całkiem czyste paznokcie, czytanie gazety „tuż przed", a nawet... niedostatki w korzystaniu z dezodorantu.

Ewa Karbowska 30.06.07

P.S. Już po zakończeniu pisania tego tekstu usłyszałam, niezwykle celną, a wygłoszoną na konwencji samorządowej PiS-u w Radomiu, uwagę pana premiera Kaczyńskiego. Powiedział mianowicie o tym, że SZATANI stoją za protestami, chyba według prezesa Rady Ministrów upośledzonych umysłowo, bo - jego zdaniem -nieświadomych bycia manipulowanymi przez moce piekielne, pielęgniarek i lekarzy. Ponieważ, jako prawomyślna obywatelka, zwykłam poważnie traktować słowa premiera Mojego Kraju, poczułam nagle wielki niepokój nieswojo o zdrowie jednego z najwyższych dostojników w Państwie. Okazuje się bowiem, że poglądy polityczne to nie tylko, o czym była mowa wcześniej, antyafrodyzjak, ale także - o zgrozo - środek halucynogenny.