W wielu szkołach zamieszanie. Zgodnie z pomysłem ministra G. już od września szkolna gawiedź ma być odziana w jednakowe uniformy. Nie wnikając w plusy i minusy tej decyzji, jedno co można stwierdzić - historia powtarzać się lubi. Wciąż doskonale pamiętamy, starszaki głównie, nylonowe fartuszki z białym kołnierzykiem, przepocone juniorki i akademie z okazji Rewolucji Październikowej.
Najwyraźniej te sielskie czasy młodości, u niektórych polityków zwłaszcza, zakiełkowały pomysłem obowiązkowej dla wszystkich, czy chcemy czy nie chcemy, beznamiętnej uniformizacji.

Zatem do mundurków przystąp! Jak to wygląda w praktyce? Dość komicznie, jak większość rzeczy w oświacie, kiedy narzuca się absurdalny pomysł ministerialny, bez środków finansowych, przemyśleń i sensownych planów realizacji...

Obowiązkowe posiedzenie Rady Pedagogicznej w jednej ze szczecińskich podstawówek; za oknem upał niemiłosierny, panie nauczycielki pudrują świecące noski, nieliczni panowie burczą dowcipkując rubasznie.

Na scenę wkracza dyrektor szkoły z naręczem szarych, czarnych, brunatnych polarów, bluz wszelakiej maści i przecudacznych sukmanek. Ta odzież niczym z lumpeksu, zawieszona zostaje na tablicy (skąd w końcu w szkole wieszaki), po czym dyrekcja informuje, iż z tego, co przygotowali producenci, należy wybrać dziś mundurek.

A producenci - pracowicie - wypchnęli wszystko, co do tej pory zawalało magazyny.

Dyskusja burzliwa. Wyrafinowane estetki kręcą nosami, bo ubrania: brzydkie, szare, bure, źle skrojone, przypominają raczej chińskie kombinezony w obozach pracy. No i, niestety, dzieci w podstawówce mają to do siebie, że nie wiadomo, dlaczego wciąż rosną. Co ubiorą we wrześniu, nijak nie nada się w marcu. Ot może więc luźne, duże, obszerne..., aby tak starczyło na dłużej?

- Tylko nie te polary - szepcze polonistka, która właśnie straciła głos na poprzedniej lekcji - przecież już w kwietniu trudno wytrzymać w cieplejszym ubraniu.

- Zmieńmy statut! - pokrzykuje basem muzyk - Ustalmy noszenie mundurków do temperatury 18 stopni...

Dyskusja się przedłuża, żar jak się lał, tak się leje. A giertychowskie ubranka nadal wiszą smętnie na tablicy.

- Koledzy musimy kończyć - jęczy pedagog szkolny,

- Tak, tak, musimy - podejmuje dyrekcja.

- To może tamta kamizelka - wskazuje wątłym paluszkiem pani od przyrody - Jest granatowa... strzepnąć brud będzie można bez trudu. No i taka króciutka, to aż tak nie rzuca się w oczy.

- Proszę państwa musimy kończyć, czy przyjmujemy propozycje kamizelki?

- Oj tak, tak, niech już będzie. I tak jeszcze rodzice muszą zdecydować ostatecznie - wysapuje na koniec jednomyślnie zdegustowane ciało pedagogiczne

Niegdyś B. Prus napisał nowelę, jakże dziś proroczą, "Kamizelka" . Znowu pewna kamizelka przesądziła o losach 1000 dzieci i zostanie szumnie nazwana mundurkiem szkolnym w Szkole Podstawowej nr...

Anna Sarkowska