Na początku mężczyźni z baldachimem. Baldachim ciężki, zdobiony... zatem czterech panów do niesienia, bardzo proszę. No i dwóch do podtrzymywania kapłana, wszak monstrancja ciężka, a i potknąć się nie daj Bóg można... potem kobiety z poduszkami i szarfami. Najlepiej te z koła różańcowego, już „sprawdzone", te co zawsze.
Pani katechetka niech wystąpi tu do poduszki. A teraz dziewczynki kwiatki niech sypią na raz dwa, z ukłonem, jak dzwonek zadzwoni. Ej! Ty w białej kiecce, tak tak, ty w wianku słuchaj, jak ksiądz mówi! Ministranci - kwiatki do koszyczków dosypywać. Dalej panie z chóru, sztandary, poczty i oczywiście mundurowi. Straż pożarna i leśnicy, w równym szyku. No i wszyscy wierni, zwartym szykiem. Na początku władze miasta. Jak to nie ma burmistrza? Nie, nie z tyłu, razem z przewodniczącym rady miejskiej. O tak. I żona pana przewodniczącego, o tu.

Głośno śpiewamy, do pierwszego ołtarza, i zatrzymujemy się. I manifestujemy naszą wiarę, pobożność i siłę. Na przekór wrogim siłom, które chcą obalić Kościół i zniszczyć nas. Ale my się nie damy! Jest nas wielu i wszyscy wiemy, kto ma rację, bo...

Lud Boży i wszyscy święci zawodzą modlitwy, pieśń za pieśnią zalewa ulice, smętne, dostojne tony, przeciągnięte wyrazy... wznosi się modlitwa do nieba i kołuje jak rój kąśliwych much.

Ludzie człapią, tłocząc się w procesji, czasem popchną kogoś, czasem zostaną w tyle. Wystrojeni, odświętni, wypomadowani. Święto to święto. I koszula wyprasowana i but - dziewięciocentymetrowa szpilka. Tylko upał dziś straszny i pot płynie za koszulą, a nogi puchną w ciasnych pantoflach...

Ale czyż nie jest pięknie?  No i sąsiedzi zobaczyli wreszcie nowa suknię i garnitur męża.... a i córcia ma koronkowy tren, jedyna wśród dzieci. Żeby tylko szybko się skończyło. Pić się chce i goście zaraz na obiad się zwalą. Tylko czy wódkę zdążę schłodzić? Schabowego to tylko na patelnię, piwo się już chłodzi... "Amen" - zaśpiewał tłum przy ołtarzu.

No to jeszcze dwa i do domu. Piękne święto.

Anna Sarkowska