Pięć powodów, dla których mimo upływu czasu, długo jeszcze... nie będę starą kobietą i dla których, mimo wszystko, dotąd nie wyjechałam z mojego kraju
Wśród rozlicznych wad mego charakteru najmniej, jeśli w ogóle, manifestuje się jedna, a mianowicie próżność. Skoro zaś, przynajmniej we własnym mniemaniu, nie jestem próżna, to spokojnie mogę się przyznać, że ten felieton powstaje na dwa dni przed moimi czterdziestymi siódmymi urodzinami. Ponieważ, poza wymienioną próżnością, obca jest mi także megalomania, to w fakcie własnego starzenia, jako takim, nie widziałabym nic na tyle zajmującego, aby zawracać nim głowę innym ludziom. Jeśli więc wzmiankuję o tej, co tu dużo mówić, nie najweselszej okoliczności, to tylko dlatego, że od szczegółu -jakim jest mój wiek- chcę przejść do uogólnienia, a dokładniej mówiąc dwóch uogólnień, które, jak to jest w naturze uogólnień, dotyczą już nie tylko mnie.

Zanim jednak przejdę do meritum, pozwolę sobie na jeszcze jedno zwierzenie natury osobistej. Otóż nie posiadam dzieci, czego oczywistą konsekwencją jest nieposiadanie wnuków. Ostatnio zauważyłam jednak, że coraz więcej moich rówieśniczek zostaje babciami. A ponieważ babciami, co logiczne, nie zostają osoby, obiektywnie, to jest metrykalnie, młode, nasunęło mi się niejasne podejrzenie, że w myśl tyleż obiektywnych, co zdecydowanie niesprawiedliwych kryteriów, moje pokolenie zaczyna się starzeć. I w tym miejscu pora przejść do rzeczy, tym bardziej, że się to wcześniej obiecało.

Otóż, gdy zaczęłam myśleć o sobie - i osobach z najbliższego mi kręgu rodzinno - towarzyskiego, doszłam do budującego, choć niektórzy mogą uznać, iż raczej „rozpaczliwie - samoobronnego", wniosku, że większość, z nas nie jest i, bez względu na upływ czasu, jeszcze długo nie będzie, stara. Za chwilę podam, na własnym przykładzie, bo on mi przecież najbliższy i do niego jestem w pełni upoważniona, pięć powodów dla których tak myślę. A wydają mi się one tym ciekawsze, zwłaszcza dla postronnego czytelnika, że - trochę niespodziewanie dla mnie samej -jest to dokładnie te same pięć powodów, dla których do tej pory nie wyjechałam i chyba już RACZEJ nie wyjadę, z mojego, z naszego, kraju i mam przy tym nieskromne, graniczące z pewnością, przeczucie, że, w odniesieniu do obu podniesionych kwestii, podobne odczucia mam nie tylko ja.

A konkrety wyglądają tak, stara nie będę, a i mego - nie TEGO - kraju nie opuszczę dopóki:

Przeczytany, albo i czasem przez siebie napisany, wiersz porusza mnie bardziej, niż reklama najlepszego na świecie, nieważne skąd pochodzącego, produktu, który ma... wszystko w jednym, bo tego wzruszania potrzebuję, jak powiedział pewien klasyk kabaretu, nie tylko „papieru, że jestem Polakiem /ką", ale przede wszystkim „całego systemu zachowań" i iskry młodzieńczego buntu.

Mimo, że nie raz trafia mnie szlag, to nie szukam w Internecie promocji biletów lotniczych na Nową Zelandię (tylko taki lot miałby potencjalny sens, bo wszędzie indziej byłoby i tak zbyt blisko Polski), a los mojego kraju obchodzi mnie o wiele bardziej niż los bohaterów telenowel i nie znajduję najmniejszej przyczyny, dla której trzeba by, bez walki, oddać pole braciom K. & Company, tudzież ich wyborcom, zwłaszcza tym spod znaku pewnego radia z siedzibą w województwie kujawsko - pomorskim.

Wspaniałomyślność, a bywa, że po prostu „zwyczajna" Wielkość zwykłych ludzi jest dla mnie ważniejsza od niekompetencji małości i małostkowości (bez)klasy politycznej.

Żyją tu Przyjaciele, moi, albo tylko mojej duszy, w tym także bardowie i pieśniarze, tacy jak, tylko na przykład: Elżbieta Wojnowska, Magda Umer, Katarzyna i Zygmunt Waraksowie, Wojciech Młynarski, Mirosław Czyżykiewicz, Antoni Muracki, Przemysław Gintrowski.  Aż autorytety i „tylko współistniejący", ludzie wprawdzie także z mojej przeszłości, ale przede wszystkim teraźniejszości i przyszłości.

Trzeba będzie bronić, niekoniecznie  w pełni tożsamych z moimi, racji ludzi, którzy mają odwagę publicznego głoszenia poglądów, różniących się od tych „jedynie słusznych". Patrz, powiedzmy, Kazimiera Szczuka.

Ewa Karbowska, 24.05.2007 r.