Krytyka. Wyśmiewanie. Ironizowanie. Nagonka. Te słowa doskonale opisują to, co media - a za nimi społeczeństwo - robią z obecnym rządem. Coraz częściej słyszy się też magiczne słowo: „temat zastępczy". Takie tematy mają odwrócić uwagę od poczynań rządu w zakresie gospodarki, polityki społecznej, polepszania nam bytu.
Obecnie są nimi: aborcja, eutanazja, sprawa homoseksualistów, śmierć Barbary Blidy, WSI... kolejne igrzyska, dawane zamiast chleba. I nawet ten tekst zaczyna się tak, jakby miał zdemaskować niecne poczynania panów Kaczyńskich i ich sojuszników. Tak jednak nie jest.
           
Jest faktem, że w telewizji, radio, prasie i Internecie pojawiają się kolejne, zastępcze tematy. Drugim natomiast faktem jest, że ze świecą szukać konkretnych doniesień na temat, na przykład, walki z bezrobociem. Dla zwykłego obywatela, który wie tyle, ile podczas kolacji zobaczy w telewizji, podczas podróży do pracy usłyszy w radio, jest to wystarczający dowód na nieróbstwo rządzących nami polityków.
         
Jak jest jednak w istocie? Nie sympatyzuję z rządzącą koalicją, z obecną sejmową opozycją też nie. To obiektywne spojrzenie na poruszony temat. Jak przeciętny zjadacz chleba, niemający czasu na zgłębianie prasy czy Internetu, wiedzący tyle, ile mu wpadnie w ucho, ma postrzegać rzeczywistość? I kto ją tak naprawdę kreuje?
           
Jak wspomniałem, istnieją tematy zastępcze. Poza nimi nie ma prawie nic. Ale czy faktycznie? Jakie i czyje są pobudki do karmienia nas tanimi sensacjami? Otóż ja widzę dwie odpowiedzi na pytanie, „kto". Media - lub rząd. Media - by pokazać, że rząd walczy z korupcją, przestępczością, rozlicza przeszłość. To dla ludzi, którzy widzą świat czarno-biały. Lub żeby wyśmiać ciągłe odgrzebywanie trupów komuny, stalinizmu, czy nawet poprzedniego rządu. Rząd - by pokazać ilość swoich działań. Jakość już niekoniecznie.
           
Jestem Polakiem i optymistą. Chcę wierzyć, że to media karmią nas tematami zastępczymi, aby zwiększyć liczbę odbiorców, nabić kieszenie wpływami z reklam między jednym posiedzeniem komisji śledczej a drugim. Chcę w to wierzyć, bo może to oznaczać, że panowie Kaczyńscy faktycznie poza medialnymi igrzyskami pracują w pocie czoła nad zapewnieniem Polsce lepszego jutra. Może tak być, ale nie musi.
         
I prywatnie dodam- chciałbym wierzyć, ale chyba na chęciach się kończy...

Tomasz Seremet
Warszawa