Miłościwie nam panujący w latach wcześniejszych Aleksander Kwaśniewski raczył powiedzieć „antyklerykalizm to choroba". Jeśli tak, to mamy w Polsce wyjątkową epidemię tej choroby. I Ty, czytając te słowa, jesteś na nią chory, choć niekoniecznie o tym wiesz.
To brzydkie słowo, zaczynające się przedrostkiem „anty" i zawierające jednoznaczne skojarzenie ze słowem „kler", dla przeciętnego zjadacza chleba, dodatkowo skołowanego przez propagandę prokościelną, może oznaczać „walka z wiarą, Bogiem i Kościołem". A tymczasem jest zupełnie inaczej...
         
Antyklerykalizm jest formą polityczną, tak jak socjalizm, pluralizm, demokracja czy kapitalizm. Można rzec, że jest swego rodzaju ustrojem politycznym, stosowanym zresztą z dobrym skutkiem w wielu krajach zachodniej Europy. Zdziwiony? Oczywiście, ponieważ żaden kraj nie ma oficjalnie ustroju antyklerykalnego, tylko socjalistyczny, demokratyczny, kapitalistyczny itp. Wiele z nich jednak antyklerykalizm ma wpisany w Konstytucję i praktykowany na co dzień. Podobnie jak Polska, tu jednak z praktyką jest nieco gorzej.
      
Czym zatem jest antyklerykalizm w istocie? Jest to sprzeciw, mocny i stanowczy, przeciwko faworyzowaniu Kościoła (dowolnego wyznania) i łączeniu spraw świeckich z kościelnymi. „Oddaj Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie". Rozdział Kościoła od państwa - nawet katolicka Polska ma taki zapis w ustawie zasadniczej. Nie jest on jednak w żaden sposób respektowany, czemu sprzeciwiają się antyklerykałowie.
      
Odpowiedz sobie zatem na kilka pytań... Czy jest w porządku, że jedyną religią nauczaną w szkołach jest religia katolicka, zamiast etyki czy religioznawstwa? Czy uważasz, że krzyże w urzędach, na poczcie, nawet w Sejmie, są w zgodzie z faktem życia w wielokulturowym państwie? Czy 40 mln zł z budżetu państwa (ZUS) przeznaczone na budowę Świątyni Opatrzności Bożej to właściwy wydatek? Czy ciągłe wizyty głów państwa u biskupów i papieży są w porządku? Czy w końcu w porządku jest, że hierarchowie kościelni w znacznym stopniu decydują o decyzjach politycznych kraju?
        
Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałeś „nie", to masz w sobie silne ziarno antyklerykalizmu. „Jak to?"- zapytasz. „Przecież chodzę do Kościoła, przyjmuję księdza, płakałem po papieżu...". Otóż, każda z tych czynności jest Twoim własnym, światopoglądowym wyborem. Antyklerykał nie musi być ateistą. Może wierzyć, praktykować, słuchać Radia Maryja, chodzić na pielgrzymki. Antyklerykał powie za to głośne „nie!" przeciw budowie kolejnego kościoła z pieniędzy publicznych. Kolejne „nie!", kiedy w swojej parafii usłyszy agitację przedwyborczą z ust księdza.
Nie bójmy się tego słowa. Antyklerykalizm nie boli, wychodzi za to tylko na dobre krajom, które mają go we krwi.

Tomasz Seremet
Warszawa