Jarosław Kaczyński zdołał już „zdobyć" większość strategicznych punktów na mapie administracyjnej i gospodarczej Polski. Opanował również ważną część mediów drukowanych i elektronicznych. Większość parlamentarna stworzona z pomocą faszyzującej LPR i ściganych przez prawo posłów Samoobrony uchwali wszystko, co zażąda jedynowładca, przełamując opory Trybunału Konstytucyjnego. Kraj znalazł się pod okupacją dyktatora. Prezydent Lech Kaczyński już w kilka minut po wyborze zrzekł się dostojeństwa Głowy Państwa meldując swemu bratu-bliźniakowi „wykonanie zadania". Sam, zatem sprowadził swoja pozycję do roli zera, atrapy prezydenta, posłusznego wykonawcy zleconych mu zadań partyjnych.
Nie mam zamiaru powtarzać oczywistości o niekompetencji osób mianowanych przez dyktatora na kluczowe stanowiska w państwie. Jest to warunek ich całkowitej uległości, skoro nie wiedza, fachowość i doświadczenie uzasadniają nominację a jedynie obietnica ślepej służalczości.

Czas na pytanie zasadnicze: po co Jarosławowi Kaczyńskiemu władza absolutna?

Pytanie na tyle zasadne, że w historii każdy dyktator traktował zdobycie władzy jako warunek wystarczający i konieczny do realizacji dalekosiężnych planów. Aleksander Wielki, Kserkses, Cezar, Napoleon, Hitler i Stalin chcieli panować nad większością lub nawet całym światem ( w jego ówczesnym wyobrażeniu) i niewiele brakowało, aby ów paranoiczny zamysł został przez niektórych zrealizowany. Psychologiczna ( ściślej - psychiatryczna) analiza osobowości Jarosława Kaczyńskiego daje wszelkie podstawy do włączenia go w poczet wielkich dyktatorów i traktowania jako człowieka monoidei kierowanego wyłącznie przez libido dominandi. Jak wiadomo popęd ów działa permanentnie i nie może zostać zaspokojony. Jest oczywiste, że u Jarosława Kaczyńskiego nastąpiło przesterowanie (sublimacja) normalnych u mężczyzny popędów w jeden, jedyny kanał - spotwornianej Woli Mocy.

Tak więc: co dalej?!

Wiadomo, że Jarosław Kaczyński jest ignorantem zarówno w sferze gospodarki, polityki międzynarodowej, finansów, itd., itd., a nawet prawa, mimo jakichś studiów, co wykazują jego projekty ustaw i rozporządzeń. Prawnik bez żadnej znajomości języków obcych i słabej polszczyźnie?! Rządzić tym małym krajem rozsądnie przez ekspertów - nie może, bo byliby niezależni, panowanie na podbitym, okupowanym krajem, to chyba za mało? Zwłaszcza, że wkrótce kreatury, które powołał na stanowiska, zaczną psucie Rzeczypospolitej do tego stopnia, że zasłuży Ona rzeczywiście na numer Czwartej. Monoigrzyska lustracyjno-dekomunizacyjno-deubekizacynje przez jakiś czas będą absorbować opinie publiczną, obalanie pomników, zrywanie tablic, przemianowanie ulic itp. w końcu się ludziom znudzi.

Co dalej?!

Ciemności kryją ziemię.

Albert Axeldorf