Ostatnie tygodnie dla resortu Ludwika Dorna nie były sielankowe. Wbrew wystąpieniu wicepremiera z samochwalczą oceną stanu swojego urzędu. Samowola, bezhołowie i w końcu medialna prezentacja poziomu intelektualnego osób z kierownictwa, zarysowały obraz Ludwikowego mocarstwa mało budujący. Na gwałt potrzebny był jakiś sukces. Jakikolwiek. No i się znalazł. Na moment.
Sylwestrowa zabawa z nożami na Gubałówce posłużyć chyba miała, jak się wydaje, za pretekst do rzucenia społeczeństwu na tacę dowodów niezwykłej sprawności organów ścigania. Jeszcze dobrze się media nie rozpisały o wyczynach nożowników, a już szczecińska policja schwytała przestępców. To znaczy tak się jej, znaczy policji, wydawało.

To przekonanie musiało być niezwykle silne, bowiem niemal natychmiast schwytanych powieziono do Zakopanego. Być może na moc tego przekonania wpływ miała zakopiańska prokuratura. Skąd ten niezwykły pośpiech się wziął, właściwie nie wiadomo. Tym bardziej, że już w trakcie transportu domniemanych złoczyńców pojawiły się materiały mające świadczyć o niewinności zatrzymanych.

Rzecznik szczecińskiej policji tłumaczył, iż wpłynęły owe dowody już po wywiezieniu schwytanych. Nie było więc możliwości ich sprawdzenia. Znaczy co, zatrzymani też pary z gęby nie puścili, że w czasie zdarzenia byli w zupełnie innych miejscach i mogą to udowodnić? Czy też może nie chciano ich słuchać, nie mówiąc już o weryfikacji podawanych alibi?

Kto, dlaczego i na jakiej podstawie wydał polecenie zatrzymania dwóch osób i podjął decyzję o bezzwłocznym ich transporcie na drugi koniec kraju? Rzecznik nie umiał odpowiedzieć, czy jest możliwe, by podejrzani mogli w ciągu trzech godzin od zdarzenia znaleźć się w miejscach odległych o kilkaset kilometrów.

Warto byłoby zadać pytanie, czy zatrzymani w ogóle mieli sposobność wskazać owe fakty na swoją obronę. Trudno jakoś sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji zatrzymany będzie milczał. Chyba, że nie zostały mu przedstawione powody zatrzymania.

W świetle zaprezentowanych nagrań o obecności zatrzymanych w zupełnie innych miejscach, niż nożownicze występy, cała ta akcja prokuratorsko-policyjna trąci kolejnym blamażem.

Coś się wicepremierowi Dornowi nie szykowała końcówka minionego roku, a wygląda na to, że początek bieżącego wcale nie jest lepszy. Fatum jakieś, czy co?

A może to tylko smutna rzeczywistość jakości struktur?

Witold Filipowicz
Warszawa