Długo się wahałem przed napisaniem tego tekstu, gdyż nie będzie on ani trochę przypominał rzewnej „Opowieści Wigilijnej" , co sugerowałaby dzisiejsza data. Piszę w smutku i narastającym przygnębieniu. Podobny nastrój panuje w kręgu moich znajomych i przyjaciół, którym los Ojczyzny nie pozostał obojętny. Wiemy, że obecny reżim nazywa takich, jak my „wykształciuchami", czyli przedstawicielami polskiej inteligencji w tradycyjnym rozumieniu jej pozycji i roli w polskim społeczeństwie. Ta pogardliwa nazwa została nam nadana przez Ludwika Dorna, ministra spraw wewnętrznych, czyli oberszefa „policji - tajnych, widnych i dwupłciowych". Jak widać, zmieniają się reżymy a mentalność w siedzibie MSW trwa niezmienna. Jak za Bieruta i Gomułki wolna myśl stanowi dla władzy największe zagrożenie.
Nie będę wyliczał rozlicznych skandali, gaf, które określają jakość, kompetencje, poziom umysłowy i etyczny obecnej „elity władzy", gdyż czytający moje gorzkie żale „wykształciuchy" wiedzą o ponurym bilansie 2006 roku zapewne więcej - nie wszystko odnotują media.

Sumując naszą wiedzę z oddali o rzeczywistości Polski dzisiejszej „na drodze do IV Rzeczypospolitej", stwierdzamy, że trwa u Was twarda walka między „grupą trzymającą władzę", czyli Kaczyńskim w dwóch osobach, ekipą funkcjonariuszy partii matki i „przystawek" a świadomą częścią społeczeństwa obywatelskiego. Kaczyński (rozróżnianie Lecha od Jarosława jest zajęciem dla pedantów, Lech robi, co mu Jarosław każe) dąży do uzyskania pozycji jedynowładcy, jego ideałem wydaje się zakres władzy dyktatorów latynoamerykańskich. Natomiast świadoma część społeczeństwa obywatelskiego broni coraz bardziej uszczuplanej demokracji.

Kaczyński cierpi na całkowita atrofię instynktu państwowego. W jego działaniu nie widać śladu starania o dobro Polski, z bardzo prostego powodu: on po prostu nie ma pojęcia, na czym owo dobro polega. Jego celem jest podporządkowanie swoim doraźnym decyzjom  owej „ciemnej masy", za jaką uznaje mieszkańców Polski. Mówienie o rzekomym „programie" Kaczyńskiego jest nieporozumieniem. Program lidera partii rządzącej, to zbiór założeń i wytycznych działania w sferach polityki wewnętrznej i zagranicznej, gospodarki i finansów, spraw społecznych, kultury, nauki, edukacji itd., itp. oraz zakres działań mających te założenia realizować. Gdzież choćby ślad takiego programu?! Władza i panowanie - oto cały program.

Kaczyński ma widoczne braki wykształcenia zawodowego, de nomine prawniczego, pozbawiony jest zachowań uwarunkowanych „kindersztubą", wydaje się całkowitym ignorantem w sferze kultury, zarówno polskiej, jak i światowej. Mówiąc brutalnie, to drobnomieszczański półinteligent. Stąd też otacza się sobie podobnymi, czego dobitnym przykładem jest nominacja owej atrapy ministra spraw zagranicznych, jaką okazała się pani Fotyga oraz eliminacji z „grupy trzymającej władzę" wszystkich, którzy wykazywaliby wyższy od niego status umysłowy i społeczny. Kaczyński - to chodząca obsesja i skrajny egotyzm.

Każde posunięcie, decyzja, wypowiedź mają jeden cel: podporządkować sobie wszystko, co warunkuje funkcjonowanie państwa, a zniszczyć to, co się owej „woli mocy" opiera. Dyktator in spe osiągnął już zaiste wiele: ma do dyspozycji resorty siłowe i gospodarcze, posłuszną maszynkę do głosowania w parlamencie, proreżimowe Radio Maryja i TV Trwam z milionową rzeszą ksenofobicznych, skrajnie nacjonalistycznych odbiorców, spore grono posłusznych publicystów i dziennikarzy.

W miejsce merytorycznych działań dla dobra Polski, jego panowanie wypełniają ustawiczne igrzyska, głównie dzięki działalności IPN. Instytucja owa jest de facto Centrum Szantażu Publicznego. Ten „Instytut Szkalowania Żywych i Umarłych" nie podlega żadnej kontroli społecznej, nominuje wedle aktualnej potrzeby władcy „wrogów publicznych", skazując ich na śmierć cywilną. Ostatnio sam Kaczyński przyznał sobie z własnego nadania prawo do owych nominacji. Bezprawie jako ukoronowanie Prawa i Sprawiedliwości...oto podsumowanie.

Dmowski w liście do Chrzanowskiego wyznał: "Wierzę w Polskę dopóty, dopóki są w niej analfabeci". Jak widać po wyniku wyborów i sondażach preferencji partyjnych, Kaczyński dzięki wnukom tamtych analfabetów wzrasta w siłę.

Niektórzy komentatorzy polityczni usiłują wyjaśnić fenomen Kaczyńskiego dopatrując w jego działaniu jakiejś „wizji nadrzędnej doskonałego państwa", motywacji pozaosobistą, dla której godzi się stosować metody wedle dyrektywy, że cel (szlachetny oczywiście!) uświęca środki.

Jeśli ktoś nie widzi w tym leninowskiej inspiracji (moralne i sprawiedliwe jest to, co służy rewolucji, a rewolucja, to ja, a ja - to samo dobro), musi być politycznym ślepcem.

I tyle mam do przekazania Rodakom w Kraju z odległego Manhattanu. Obym się mylił.

Albert Axeldorf

Komentarze

dipis | 2006-12-26 23:18

widziane z Dzikiego Zachodu: niestety widac to samo :-(