...a najlepiej saudyjskim księciem, znudzonym kolejną hurysą, sześćdziesiątym lamborghini, setną egzekucją przemytnika Biblii, czwartym narciarskim stokiem na moim kawałku pustyni... Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a na Harvardach, Oksfordach pozjadał wszystkie rozumy.. Gdybym zmęczył się czczym życiem światowca i na powrót odkrył piękno religii przodków, tak, by moje serce rozgorzało płomieniem wahabickiej gorliwości... Gdybym prawie całą majętność swoją oddał braciom-męczennikom, którzy w wieżach World Trade Center, w londyńskim metrze i na madryckim dworcu na świadectwo Bogu Najwyższemu poświęcają życie... Gdybym wreszcie zrozumiał, że i moim osobistym obowiązkiem jest walka z Szatanem i krzyżowcami. Nie tylko w krajach Ummy, ale i w kolebce zła...
Wówczas ze wszystkich sił swoich zaangażowałbym się w promowanie tolerancji oraz walkę z trapiącymi Zachód chorobami. Nie żałowałbym funta, euro, ni dolara dla fundacji i stowarzyszeń, które za swój cel najświętszy obrały wyzwolenie europejskich dzieci z homofobii, bigoterii i (post-)chrześcijańskiego fanatyzmu. Nie szczczędziłbym grosza na stypendia dla najzdolniejszych literatów i autorów lesbijskich podręczników dla szkół podstawowych. Chojnie wsparłbym producentów filmów, programów edukacyjnych oraz festiwali krzewiących wśród przedszkolaków wolność i świadomość wyboru orientacji.

W każdym większym mieście „nowej" Europy pobudowałbym sieć klubów - Fantomów, gdzie w piątkowy wieczór rozlega się wesoły dźwięk rytmicznego klaskania nóg o pośladki...

Z pomocą miejscowych lobbies pokonałbym hipokrytów, którzy odmawiają wolnym kilkunastolatkom swobodnego dostępu do opium, cracku i heroiny...

U schyłku pracowitego życia z dumą spojrzałbym na swoje dzieło. Moim oczom ukazałby się zielony sztandar Proroka łopoczący na Brukselabadem...

Dróg jest wiele, żniwo wielkie. Na szczęście robotników niemało.

Michał Tyrpa