Podobno Polska zajęła 25 miejsce w rankingu strategii lizbońskiej oceniającym konkurencyjność gospodarek. Ranking najwyraźniej nie uwzględniał wzrostu konkurencyjności w naszym kraju w ogóle. Nie tylko w gospodarce. W obszarach bezpieczeństwa wewnętrznego chyba znajdujemy się już gdzieś w czołówce. Ot, choćby CBŚ, CBA, ABW, nie wspominając o policji. Jeśli nawet nie liczbą służb bezpieczeństwa imponujemy, to przynajmniej stylem działania. Konkurencyjnym.
Podano właśnie informację, jak to CBA po wzorowo wykonanej akcji zatrzymała policjanta, uwikłanego rzekomo w mafijne powiązania. Brawo. Kłopot w tym, że ów delikwent był pod obserwacją własnych kolegów policjantów, którzy sposobili się do przyskrzynienia ptaszka. Do spółki zresztą z CBŚ. Można się spodziewać dalszych osiągnięć na tym polu.

Obywatel się cieszy, bo im większa konkurencja w branży, tym obywatel ma lepiej. No, może niekoniecznie akurat w tym przypadku. Zwiększająca się liczba struktur od pościgów może i byłaby pożądana, gdyby za tym szła zwiększająca się liczba pochwyconych przestępców.

Tymczasem wygląda na to, że liczba przestępców pozostaje constans, tylko łowców przybywa. Siłą rzeczy, by uzasadnić potrzebę swego istnienia, poszczególne drużyny łowieckie wzajemnie będą sobie podbierać trofea. Nasilenie konkurencji będzie wymagało doskonalenia metod podbierania innym drużynom obiektów ich zainteresowań.

Jak wiadomo, praktyka czyni mistrza. Może wkrótce dojść do tego, że nie będzie komu co podbierać. A istnieć trzeba, więc tę potrzebę należy wciąż udowadniać. Co wówczas?

Pól biedy, gdy drużyny łowców zaczną polować same na siebie. Może być co najwyżej śmiesznie. Ale i tu możliwości są ograniczone, a wykazywać się sukcesami mus, bo rozwiążą.

Gdy już większość drużyn dojdzie do perfekcji w ochranianiu swoich przestępców przed zakusami konkurencji, pozostanie jedynie zwiększenie pola eksploatacji. Ściganie co cwańszych rzezimieszków w grę już wchodzić nie będzie, bo inne cele wykształciły się w działaniach i złapać będą mogły drużyny co najwyżej grypę. Pozostanie więc tylko obszar zaludniony osobnikami nienawykłymi do gry w chowanego i tu otwiera się kawałek pola do popisu.

Wprawdzie czterdziestomilionowy kraj to nie jakieś chińskie imperium, ale na pewien czas wystarczy. Każdy z nas ma szansę się załapać i poprawiać statystyki tej czy innej drużyny łowców. Nagród chyba nie będzie, ale satysfakcja w uczestniczeniu poprawiania bezpieczeństwa na pewno.

Niektóre media mogą być sfrustrowane, bo znajdą się poza polem zainteresowań drużyn. Ale ktoś przecież te sukcesy musi ogłaszać i wykresy ze statystykami prezentować.

Witold Filipowicz
Warszawa