Może to zabrzmi okrutnie, ale tak naprawdę to świąt nie ma.. To tylko transcendentny wymysł, wmawiana nam przez lata iluzja. W rzeczywistości to nic innego jak zielona, pachnąca plastikiem albo tajemniczymi wiewiórkami, choinka;  nie do zdarcia, wzruszające kolędy; symboliczny opłatek, oczywiście tylko ten oryginalny - z kościoła, a nie od aniołka z supermarketu; to potężny i pulchny Mikołaj, z wielkim, jak samochód, workiem prezentów, przeznaczonych tylko dla tych najgrzeczniejszych dzieci; wyciągnięte z dna szafy, bo nieużywane przez okrągły rok, kurtuazyjne ,,wesołych świąt", rzucane szybko i  przez zaciśnięte zęby gdzie i komu popadnie; coroczne, gruntowne sprzątnie całego mieszkania, żeby nie było wstyd jak przyjdą uprzednio proszeni goście; to obciekające najsłodszą hipokryzją spotkania z  rodziną i oczywiste wysłuchanie wszystkich, nawet najbardziej utopijnych plotek na temat nieobecnej cioci lub wujka;  to wytropienie najtańszego i  jednocześnie największego karpia, co często kończy się poważnymi starciami z pozostałą klientelą; tzw. przedświąteczne zakupy albo szukanie prezentów, czyli dantejskie sceny, gdzie obowiązuje niepisane prawo dżungli - ludzie biegają jak rozjuszone czerwonym kolorem byki, paląca się iskra w ich oczach oraz napięty wyraz twarzy świadczą o stałej gotowości do  znalezienia największej promocji, wymiany najróżniejszych, chyba specjalnie na tę okazję przygotowanych inwektyw oraz nagłych ataków z wykorzystaniem parasolek, damskich torebek lub wózków sklepowych; to również niezmienny od 10 lat program telewizyjny, przepełniony lekkimi, pełnymi rodzinnego ciepła komediami, które stały się już kanonem tych świąt; kakofonia, pukających do naszych drzwi, quasi kolędników oraz ich naprędce przygotowana szopina; przepiękne, pachnące piernikiem lub świeżo upraną koszulą, reklamy telewizyjne, namawiają nas do urojonych promocji; to także świąteczne pożyczki z mafijnym oprocentowaniem, o których huczą wszystkie media, a które i tak mają zbyt;
To i tak nic wielkiego, bo największym trikowym zabobonem jest wmawianie, że święta zaczynają się od wigilii. Święta bożego narodzenia zaczynają się tuż po wszystkich świętych, trzeciego listopada. To właśnie wtedy miasta ubierane są w świąteczne kolory, centra handlowe wystawiają ogromne, mieniące się tysiącami lampek, choinki i puszczają, zalatujące kiczowatą Mandaryną, świąteczne piosenki. Także telewizja, setki ulotek i ksiądz w kościele aż huczą od świąt. To są niemal dwa długie miesiące, które poważnie zagrażają równowadze mojego stanu psychicznego. Nic więc dziwnego, że w dniu wigilii jestem całkowicie wyczerpany i znudzony tym świątecznym maratonem.

Piotr Krupa