Wierzę w Polskę...
„Wierzę w Polskę dopóty, dopóki są w niej analfabeci" -
zadeklarował Roman Dmowski w liście datowanym 12 sierpnia 1930 roku do Ignacego Chrzanowskiego. Jako przeciwnik endecji z „Panem Romanem" na czele oświadczam, że wierzę w Polskę dopóty, dopóki jest w niej inteligencja.
Nie było mnie rok ani w Kraju, ani w USA - odbyłem długą wycieczkę turystyczno-krajoznawczo-byznesową na daleki Zachód. W naszym wypadku, czyli nowojorczyków na Zachód leżą Japonia, Korea, Chiny, Indie i inne krainy waszego Dalekiego Wschodu. W czasie mojego tam pobytu nigdzie nie spotkałem się z entuzjazmem dla analfabetyzmu. W Chinach starają się zapomnieć o antyinteligenckim epizodzie Mao Tse Tunga i akcji hunwejbinów.

Po powrocie na ukochany Manhattan rzuciłem się na prasę polską zaległą i aktualną, obejrzałem sporo programów telewizyjnych ze „Szkłem kontaktowym" TVN24 na czele i szczęka mi ze zdumienia opadła. Zrozumiałem, że część elity władzy w Polsce, wywodząca się z drobnomieszczańskiej półinteligencji, lęka się opiniotwórczej roli tradycyjnej, ideowej inteligencji. Podziela w tym lęk zarówno „Pana Romana", jak i stalinowskich władców pierwszy lat pięćdziesiątych.

Lęk ten był i jest uzasadniony. Polska inteligencja od XIX wieku była nosicielką wartości niepodległościowych, demokratycznych, liberalnych i najlepszych tradycji narodowych, a więc tolerancji, otwartości na świat i kulturową różnorodność. Na marginesie głównego nurtu sytuowała się endecja i komuniści, ale w ocenie całej klasy inteligencji były to objawy patologiczne.

Inteligencja (prócz endeków i komunistów) jest naturalnym wrogiem totalitarnych reżimów, ci w nawiasie są bowiem entuzjastami ideologii autorytarnych. Na górze WÓDZ, na dole poddani-analfabeci, oto ideał „silnego państwa". Nie był to bynajmniej paradoks historii, że w okresie brutalnego stalinizmu najlepiej się mieli przedwojenni skrajni endecy z ONR, twórcy „Falangi" i Młodzieży Wszechpolskiej, pod sztandarami PAX-u Bolesława Piaseckiego.

Nie chcę się wymądrzać mając tak mało informacji, ale jedna analogia wydaje się oczywista: PiS kontynuuje metodę PZPR zdobywania pełni władzy, LPR pełni rolę gargantuicznie spotwornianego PAX-u, (ze zmianą orientacji z narodowosocjalistycznej na narodowosocjalistycznokapitalistyczną), a „Samoobrona" to reprezentacja analfabetów w rządzie.

Wygląda to ponuro, ale jedno jest optymistyczne: elita półinteligentów nie ma pojęcia, po co im władza absolutna. Samymi igrzyskami długo nie pociągną, a programów pozytywnych, dobrych dla Polski nie ma skąd wziąć? Nawet analfabeci zrozumieją, że władza robi ich w konia i wierzgną.

Tak to widzę z Manhattanu, a jak to wygląda w Polsce?

Albert Axeldorf