Szczerze mówiąc, już myślałem, że rząd z panem premierem weźmie się do solidnej pracy. Karnawał się skończył, sezon studniówkowy również. Kwiatki na dzień kobiet i babci też rozdane. Narty także już schowane a i w piłkę na hali grać się już nie chce. Może by tak jakąś ustawę opracować?
Trudno, trzeba będzie to zrobić, choć się nie chce jak cholera. Lepiej pojechać do Hiszpanii, niech o naszych bezrobotnych martwi się tamtejszy rząd. Szlag już chciał pana premiera trafić. Nawet zaczął brać udział w pyskówkach. Z nudów oczywiście, bo te ustawy cholerne takie trudne. A co jeśliby ktoś na takiej ustawie skorzystał. Jeszcze by spadło bezrobocie. To by oznaczało mniej zasiłków a więc i mniej od nas uzależnionych. Lepiej się więc za to się nie brać. Ale co tu robić do jasnej cholery. Nagle olśnienie!  YES! YES! YES! Zaczyna się sezon motocyklowy. Pan premier poszedł pojeździć na motocyklu. Czterokołowym oczywiście, by sobie krzywdy nie zrobił. Gracias! Gracias! Gracias! wiosenne słoneczko. Znów mogłem pokazać ludowi jakiż to jestem wspaniały i równy chłop. Może się nawet opalę jak mój przyjaciel, przyszły wicepremier Andrzej. Życie jest wspaniałe, tylko ci bezrobotni tacy jacyś upierdliwi, bo im się praca marzy a i emigranci skąpi się porobili i nie chcą płacić podwójnych podatków. A taka była fajna sobota.

Janusz Krakowian