W naszym kraju panuje psychoza ptasiej grypy. Do walki z tą chorobą rzucona nawet wojsko. Zapewne armia będzie strzelać do wirusa z tych dwóch armat, ponoć po jakieś 40 mln zł za sztukę, a których teraz nie chce. Rozciągane są maty dezynfekujące na głównych drogach dojazdowych do Torunia. Tworzą się ogromne korki, bo przejazd przez miasto jest utrudniony przez ustawiające się w kolejce do dezynfekcji stada dzikich ptaków, które chcą zdezynfekować walonki przed dalszym lotem w różnych kierunkach naszego kraju.
Ponieważ niedługo należy się spodziewać wprowadzenia obowiązku chodzenia i latania w walonkach dla wszystkich ptaków, należy się zaopatrzyć w ochronne kaski i kombinezony. Najlepiej takie, jaki miał na sobie pan prezydent podczas zwiedzania miejsca katastrofy w Katowicach. Tymczasem prawdopodobieństwo zarażenia się wirusem ptasiej grypy, jest podobne do prawdopodobieństwa trafienia w głowę spadającym walonkiem zgubionym przez nieumiejętnie posługującego się nim, łabędzia w locie. W ciągu kilku lat, na całym świecie zmarło na ptasią grypę dziewięćdziesiąt siedem osób. Dziewięćdziesiąt siedem, na blisko pięć miliardów ludzi i pewnie jeszcze więcej wirusów, z których w każdej chwili, każdy może zmutować i stać się niebezpieczny dla człowieka. Kosmiczne stroje, wojsko, policja zwiększają tylko histerie.

W Rosji jeden taki, nazwiskiem Żyrinowski, zaproponował ustawienie wojska na Uralu i rozstrzelanie wszystkich przelatujących ptaków. W naszym kraju czynione są przymiarki do doświadczalnego zagazowania kurnika, by przekonać się co z tego wyniknie. Puknijcie się w te wasze ptasie móżdżki. Zapewne w Argentynie lub innym miejscu tego wspaniałego świata, znajdziecie specjalistów od doświadczalnego zagazowywania żywych istot. Ich możecie spytać, mimo sędziwego wieku pewnie pamiętają. Zostawcie w spokoju ptaki. Nie wyobrażam sobie świata bez ptaków. Mimo durnych apeli o nie dokarmianie dzikiego ptactwa robię to i będę robił, a jak wam się to nie podoba to mnie także możecie zagazować.

Janusz Krakowian