Minęło sto dni rządu Kazimierza Marcinkiewicza, minęły rozdęte do granic przyzwoitości uroczyste obchody owej studniówki, a szukanie przyczyn i winnych tego, że nie ma rządu  PiS i PO ciągle trwa i wraca, a to w orędziu prezydenta RP (czy to wypada Panie Prezydencie wtrącać się w partyjne spory?)  a to w analizach uczonych mężów.
 
Prof. Ryszard Legutko w wypowiedzi dla TVN 24  (15.02.06) sformułował był tezę, że przyczyną braku koalicji PO PiS był fakt, że Jarosław Kaczyński nie wziął pod uwagę uwarunkowań psychologicznych po stronie podwójnie przegranej Platformy Obywatelskiej.  Pan profesor nie omieszkał zauważyć, że PO zachowała się nie po męsku, bo w polityce jak w boksie, trzeba być twardym.

Ośmielam się nie zgodzić z panem profesorem. Jeśli chodzi o brak pożądanej koalicji, to uważam, że Jarosław Kaczyński jest zbyt zręcznym politykiem na to, by mogła się mu się nie udać koalicja, której by naprawdę chciał. Kaczyński koalicji nie chciał, czemu dawał wielokrotnie wyrazy wprost i pośrednio, ale nie chciał też, aby to jego obwiniano za brak rządu większościowego.  I wykorzystał swój talent polityczny nie po to, aby dać Polsce przyzwoity rząd, tylko na to, aby odwrócić tak zwanego kota tak zwanym ogonem, co mu się prawie udało, skoro nawet pan profesor dał się nabrać.

Tu anegdotka. W 1984 roku, tuż przed amnestią, na więziennym korytarzu aresztu na Rakowieckiej , na którym obowiązywała zawsze cisza, rozegrała się dramatyczna scena. Słychać było odgłos otwieranych drzwi, potem głuche odgłosy uderzeń i histeryczny kobiecy krzyk.  Komuniści byli podli, niewinnych ludzi w więzieniach trzymali, ale raczej już wtedy nie bili, więc te odgłosy wzbudziły prawdziwą grozę wśród zamkniętych w celach słuchaczy. Po amnestii, podczas jakiegoś spotkania uwolnionych sprawa się wyjaśniła. Otóż przyłapana na gorącym uczynku porozumiewania się z inną celą, nasza koleżanka została wyprowadzona na korytarz. Tam zaczęła okładać osłupiałego dozorcę, wrzeszcząc przy tym: czemu mnie łajdaku bijesz?

Odnoszę nieodparte wrażenie, że ta pani została doradcą braci Kaczyńskich. Ich preferowaną techniką prowadzenia politycznych sporów czy gier jest obwinianie przeciwnika za własne winy. Ilekroć w czasie dyskusji wykazują agresję, natychmiast mówią: pan jest agresywny, ilekroć mijają się z prawdą , słyszymy: pan kłamie.

                Dosyć banalną, ale jak widać skuteczną, metodę debaty stosuję zresztą wszyscy politycy PiS. Na wszystkie zarzuty maja jedną odpowiedź: Platforma Obywatelska. W zależności od tematu Platforma nie zgodziła się na koalicję, a od stycznia słychać, Platforma głosowała na becikowe. Rozmówca zostaje bezradny, bo albo musi wdać się w spór o koalicję, czy becikowe, albo pozostać bez odpowiedzi. I o to właśnie chodzi.

Elżbieta Misiak