Jarosław Kaczyński uraczył nas nową wizją. Wzorcem dla polskiej armii ma być armia Pakistanu.
Doprawdy prezes ma osobliwy gust. Najpierw miał być w Polsce Budapeszt, później Turcja, Korea, a w końcu Pakistan. Węgry pod wodzą Orbana są jednym z głównych stronników Rosji w Unii Europejskiej, ich gospodarka kuśtyka, poziom życia dawno już jest niższy niż w Polsce (a był wyższy), demokracja została mocno nadwyrężona.
Turcja... Kraj rządzony przez islamską prawicę, wstrząsany wewnętrznymi konfliktami, niegasnącą do dziesięcioleci wojną wewnętrzną z Kurdami, z demokracją kulawą i gospodarką daleką od nowoczesnych wzorców.

Korea... Podzielona na dwa wrogie państwa, ciągle na progu wznowienia nieobliczalnej wojny. Z demokracją też nie najlepszą w Korei Południowej i paranoiczną dyktaturą w Północnej. Faktem jest, że gospodarka Korei Południowej jest bardzo silna, jak na tak niewielkie państwo, ale jest to najbardziej drapieżny kapitalizm, z bardzo brutalnymi regułami gry, w Europie raczej nie do przyjęcia.

I teraz Pakistan, a raczej jego armia. Sęk w tym, że akurat armia Pakistanu jest jedną z najbardziej nieudolnych armii świata. Nieprawda, że „świetnie sobie radzi", jak twierdzi Kaczyński. Radzi sobie fatalnie. Nie potrafi zapanować nad piątą częścią terytorium własnego kraju. Nie tylko nad Wazaristanem, praktycznie rządzonym przez talibów i lokalnych watażków z Pusztuńskich plemion, ale też nad rejonami Chitralu, Gilgit, i sporej części Kaszmiru. Armia Pakistańska tak „świetnie sobie radzi", że przegrała jak dotąd wszystkie wojny, w jakich brała udział (o Kaszmir, o Bengal Wschodni). Ta armia ma dwa podstawowe problemy: gigantyczną korupcję i kadrę, która w walce z talibami nie zawsze wie, po której jest stronie.

Ten drugi problem wynika z niedawnej historii. Po wycofaniu się wojsk ZSRR z Afganistanu, zwycięzcy wodzowie czterech narodów Afganistanu (Tadżyków, Uzbeków, Hazarów i Pusztunów) zaczęli walczyć miedzy sobą. W kraju zapanował chaos. Wówczas służby specjalne sąsiedniego Pakistanu przestraszyły się nadmiernego wzrostu wpływów USA w Afganistanie i wymyśliły talibów. Zmontowały armię inwazyjną z talibów, czyli islamskich fanatycznych kleryków, w dużej części z tegoż Wazaristanu, nad którym obecnie wojsko pakistańskie nie potrafi zapanować. Talibowie z Pakistanu najechali Afganistan, umocnili się o miejscowych fanatyków, zbratali z Al. Kaidą i utworzyli z Afganistanu oraz części Pakistanu pierwsze w historii państwo islamskiego terroryzmu.

Po zamachach na WTC, Stany Zjednoczone wsparły lotnictwem i niewielkimi siłami specjalnymi walczący z talibami Sojusz Północny, złożony z wojsk Tadżyków Ahmeda Shah Maruda (po jego śmierci zastąpionego przez brata), Uzbeków Dostuma i Hazarów Ismailia Chana. Sojusz Północny pogonił talibów, a ci schronili się  na pograniczu Afganistanu i Pakistanu, właśnie w owym Wazaristanie. I to jest źródło największego problemu armii Pakistanu. Ma ona walczyć z siłami, które sama stworzyła, wyszkoliła i uzbroiła. Ci sami oficerowie, którzy wspierali talibów w inwazji na Afganistan, nadal sprawują funkcje dowódcze w armii Pakistanu, która jest wzorcem dla Kaczyńskiego. Pogratulować wzorca. W dodatku ta armia, która ma być wzorcem dla naszej, wcale nie jest armią nowoczesną. Owszem ma trochę nowoczesnego sprzętu, trochę niezłych samolotów i śmigłowców, ale to, czym dysponuje typowy żołnierz piechoty, czy artylerzysta, przypomina muzeum wojska.

Co z tego wszystkiego wynika? Po raz kolejny widać, że Kaczyński nie zna świata, bo poza kilkoma wyjazdami do zachodniej Europy w ramach delegacji rządowych, właściwie nigdzie nie był. W dodatku nie zna żadnego obcego języka, nie czyta zagranicznych gazet ani stron internetowych. Moim zdaniem jest to nieuk (ale za to wszechstronny). A tragiczne jest to, że taki wszechstronny nieuk może wkrótce rządzić Polską.

Krzysztof Łoziński
(autor był 3 razy w Pakistanie, 6 razy w Afganistanie, 12 razy w Indiach i wielokrotnie w innych krajach regionu)