Myślę, że to pytanie przede wszystkim powinni sobie postawić politycy państw UE i NATO. W tej chwili trwa kunktatorzenie: a może strefa zakazu lotów, a może akcja humanitarna... Wszystko bliżej nie wiadomo kiedy, najlepiej wcale. Tymczasem za dwa tygodnie może już nie być komu i po co w Libii pomagać.
Pomysł, że cywilne powstanie może wygrać z regularną armią, jest pomysłem z fantastyki, a nie z realnego świata. Opozycja libijska nie ma wojskowych struktur, centralnego dowodzenia, a może nawet dowodzenia w ogóle. Gdy patrzę na te grupki cywilów wymachujące bronią, zamiast kopać transzeje i schrony, na te białe pickupy (idealnie widoczne w celownikach artyleryjskich), to wiem, że kompania regularnego wojska rozbije w puch tę zbieraninę bez trudu, nie mówiąc już o większej sile uzbrojonej w czołgi, działa, transportery i samoloty. Ci ludzie nawet nie wiedzą, że powinni natychmiast pomalować swoje pojazdy, choćby emulsją do ściany, na barwy ochronne, bo są jak świecący cel. Nie wiedzą nawet, że na otwartej przestrzeni bez okopów każdy pocisk będzie ich zabijał w promieniu kilkudziesięciu metrów i więcej. Uważam, że to towarzystwo ze świetnie wyszkolonymi najemnikami, zawodowcami wojny, którymi dysponuje reżim, nie ma żadnych szans.

Ta pseudo armia opozycji nie ma szans także dlatego, że nie jest zdolna do skutecznych działań zaczepnych. Nie może przeprowadzić kontruderzenia na tyły przeciwnika, więc Quadhafi może zdobywać miasta po kolei, po jednym, nie musząc bronić pozycji już zdobytych. Może wygrać wojnę znacznie mniej licznymi siłami. W warunkach libijskiej pustyni statyczna obrona jest bez sensu, tu aż się prosi wojna manewrowa, ale do tego potrzeba wyszkolonej i dowodzonej armii. To, co się dzieje obecnie to wyścig z czasem między szybkością ofensywy reżimu, a szybkością przekształcania tej cywilbandy w wojsko. Obawiam się, że wiem, kto ten wyścig wygra.

Co w tej sytuacji może zrobić Zachód? Może nie zrobić nic, i na to się zanosi, albo pomóc libijskiej opozycji. A pomóc jej można tylko w jeden sposób: dokonać potężnej serii uderzeń lotniczych i rakietowych na lotniska, punkty dowodzenia, kolumny pancerne i artylerię Quadhafiego. Nie trzech cherlawych nalotów, jak chce Francja, bo to nic nie da. Na ustanawianie no flay zone jest już za późno. To może być musztarda po obiedzie.

Quadhafi w zdobytych miastach urządza rzezie, niczym SS na zdobytej warszawskiej Woli podczas powstania 1944 r. Jego służby stosują potworne tortury i masowe gwałty kobiet. Poza klęską wojskową narodowi Libii grozi gigantyczna katastrofa humanitarna. Ale to tylko jeden z elementów skutków zwycięstwa reżimu. Drugim jest wskazówka dla innych dyktatorów: jeśli nie będziecie ustępować niczym Mubarak, wygracie jak ja. Strzelajcie na ostro, zabijajcie, torturujcie, a wygracie. Wszyscy stojący w kolejce do obalenia dyktatorzy skwapliwie z tej drogi skorzystają. Czeka nas katastrofa humanitarna nie tylko w Libii i czas tryumfu dyktatur całego świata. Mam poważne wątpliwości, czy w naszym interesie jest patrzeć na to bezczynnie.

Przypomnę historię wojny w Bośni. Wojska NATO przez wiele miesięcy nie mogły zdecydować się na interwencję. Gdy w końcu podjęto decyzję, wystarczył jeden nalot, w czasie którego zrzucono 4 bomby (słownie: cztery bomby), by Serbowie zgodzili się na rozmowy pokojowe. A można było te 4 bomby zrzucić o 300 tysięcy trupów wcześniej. Można było nie czekać na Srebrenicę, Aleję Snajperów, branie oficerów wojsk ONZ na zakładników, itp. Może tym razem warto wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski, a nie czekać na rezolucję RB ONZ, której nigdy nie będzie, bo Hu Jintao i Putin dobrze wiedzą, że sami stoją w tej kolejce dyktatorów do obalenia. Co by oficjalnie nie gadali, to rzeczywistym ich sojusznikiem jest Quadhafi.

Może Barak Obama w  końcu zasłuży na tego Nobla, którego dostał za opaleniznę.

Krzysztof Łoziński

PS.
Oczywiście zgadzam się z tym, że interwencja lądowa byłaby błędem, ale tylko powietrzna nie.

Komentarze

prachtan | 2011-03-13 16:31

Kiedy tyran wyrżnie już opozycję i zabierze się za swoich - co jest zgodne z odwieczną logiką - wtedy Zachód załka: ach, ten niedobry Kadafi, co też on wyrabia, paskudny, jak może być taki brutalny, niech przestanie, bo nie damy mu cukierka, bo obłożymy go ostracyzmem i podamy mu nie rękę a tylko jeden palec. Cóż, zwycięstwo tego psychopaty w kolorowym mundurze jedynie nieznacznie, wbrew pozorom, zagraża interesom Zachodu. A tylko to może zachęcić USA, Francję czy Wlk. Brytanię do działań zbrojnych, nawet wbrew Rosji i Chinom.

autor | 2011-03-15 07:30

Wydarzenia w Japonii skutecznie odwróciły uwagę świata od Libii. To znakomita sytuacja dla Zachodu, by nic nie zrobić, poza gadaniem i pozwolić Qadhafiemu wygrać, po czym nastąpi rzeź i będzie można przyznawać granty na nieskuteczną pomoc dla Libii. Dzięki temu parę osób będzie miało na lata dobre posady. Wyraźnie widać, że za kilka dni nie będzie już w Libii komu pomagać. Padają za to nierealne pomysły, np. "dostarczyć opozycji broń". Gdyby dostarczono im rakiety stiinger, jak niegdyś w Afganistanie, moz coś by to dalo. Ale tego Amerykanie nie zrobią, bo boją się, że te rakiety trafią do Al Kaidy (zresztą słusznie). Na dostarczenie cięzkiej broni jest za późno.

autor | 2011-03-15 07:35

Nie wystarczy dostarczyć cywilbandzie armatę, bo nawet jak z niej strzelą, to w nic nie trafią. Zresztą widać na filmach, ze mają już rosyjskie rakiety grad, które ZSRR i Rosja obficie dostarczały Qadhafiemu. To taka nowoczesna katiusza. Mają i co z tego? W Afganistanie poza dostawami broni, byli jeszcze instruktorzy szkolący w jej używaniu i uczący partyzantów, jak zostać wojskiem. W Libii na to już nie ma czasu. Qadhafi z dziecinną łatwością zdobywa kolejne mista po jednym dziennie.

autor | 2011-03-15 07:43

I jeszcze jedno. My się zastanawiamy nad podstawą prawną interwencji, a Qadhafi bez żadnych oporów sprowadza najemników z zagranicy. To samo już zrgobił rząd Bahrajnu. Nie potrzebował rezolucji ONZ, by sprowadzić sobie na pomoc wojsko z Arabii Saudyjskiej. I to samo za chwilę zrobią wszyscy inni dyktatorzy. Zresztą już robili. Putin nie potrzebował rezolucji ONZ, by najechać na Gruzję.

autor | 2011-03-20 07:35

No nareszcie, państwa Zachodu ruszyły tyłki i przerwały to bezkarne zabijanie ludzi w Libii. Pytanie tylko, czy nie za późno? Quadhafi może zloikwidować powstanie pomomo nalotów, bo niewiele mu do tego brakuje. Wówczas cała interwencja straci sens. A jeśli nie, to czy powstańcy będą zdolni do ofensywy, by go obalić? Jeśli nie, to powstanie sytuacja patowa - impas na lata, co Qadhafiemu będzie sprzyjać, a Zachodowi szkodzić.