Niecały miesiąc temu zatonął południowokoreański niszczyciel najprawdopodobniej trafiony północnokoreańską torpedą. Wedle innej wersji, wpłynął na minę postawioną na wodach terytorialnych Południa przez marynarkę Północy. Niemal jednocześnie dowiadujemy się, iż śmiertelnie chory, zapewne na raka, dyktator, Kim Dżong Il, udaje się do Pekinu, by żebrać o pomoc gospodarczą. Jak to możliwe, że kraj, który grozi światu bronią atomową i rakietami balistycznymi, który raz po raz dopuszcza się drobnych aktów agresji, jest jednocześnie międzynarodowym żebrakiem, jego naród głoduje, a gospodarka znajduje się na granicy bankructwa?
Strzelają... jak zwykle

17 czerwca 2004 roku opublikowaliśmy opracowanie dr Jerzego Bayera i prof. Waldemara J. Dziaka pt. „Północnokoreańskie akty dywersji i prowokacje" (czytelnik bez trudu znajdzie ten materiał w archiwum „Kontratekstów"). Materiał zawiera kalendarium aktów dywersji, agresji, porwań, rajdów komandosów, podkopów pod granicą, przypadków ostrzału i gróźb ze strony KRL-D. Przykładowo, w okresie od 2000 do 2003 roku, tylko na morzu, autorzy odnotowali:

Marzec 2000: 23 marca Korea Płn. jednostronnie delimitowała nowe strefy nawigacyjne i tory wodne na Morzu Zachodnim (Żółtym) w pobliżu NLL (skrót NLL oznacza linię demarkacyjną - przyp. red.). Phenian zagroził akcjami militarnymi „bez ostrzeżenia" przeciwko wszelkim jednostkom, które odważyłyby się wtargnąć na wody terytorialne KRL-D. 5 wysp należących do Korei Płd., a położonych zarówno na południe, jak i na północ od ww. linii, znalazło się w strefie zaliczonej do obszaru wód terytorialnych Korei Płn. Seul nazwał postępowanie Phenianu „prowokacją" i zapowiedział „determinację w obronie swojej granicy morskiej".
05 lutego 2001: Północnokoreańskie jednostki patrolowe wpłynęły na wody terytorialne Rep. Korei w akwenie położonym na południe od NLL, eskortując flotyllę swoich kutrów rybackich. Wszystkie jednostki północne wycofały się na swoje wody po zajęciu pozycji bojowych przez okręty południowokoreańskiej marynarki wojennej. Podobne incydenty powtórzyły się 03 marca, oraz 09 i 10 kwietnia 2001 r.
27 maja 2001: Północnokoreański kuter patrolowy wtargnął na wody Korei Płd. w akwenie leżącym na południe od NLL i na północny wschód od wyspy Paekryung na Morzu Zachodnim (Żółtym). Był to drugi tego rodzaju incydent w ciągu miesiąca i zarazem siódmy od początku 2001 roku.
04 czerwca 2001: 3 statki handlowe pod banderą KRL-D weszły na wody terytorialne Rep. Korei bez notyfikacji i powróciły na wody międzynarodowe dopiero po interwencji południowokoreańskiej marynarki wojennej.
06 lipca 2001: Północnokoreańska jednostka patrolowa przekroczyła NLL i znalazła się 2 mile morskie na południe od niej na Morzu Zachodnim (Żółtym). Po ok. 40 minutach manewrowania powróciła na wody KRL-D. Był to 11-ty przypadek wtargnięcia okrętu wojennego KRL-D na wody terytorialne Rep. Korei w 2001 r.
18 listopada 2001: Kolejna północnokoreańska łódź patrolowa wtargnęła na wody terytorialne Rep. Korei, tym razem w odległości 6.5 mili morskiej na zachód od wyspy Paekryong na Morzu Zachodnim (Żółtym).
22 grudnia 2001: Po pościgu i wymianie ognia japońska straż ochrony wybrzeża zatopiła północnokoreański statek szpiegowski, który zignorował ostrzeżenia i wtargnął w 200-milową strefę wyłączności ekonomicznej Japonii. Prawdopodobnie załoga sama zatopiła statek, aby uniknąć aresztowania.
05 stycznia 2002: Północnokoreańska łódź patrolowa wdarła się na wody Korei Płd. w pobliżu wyspy Yonpyong na Morzu Zachodnim (Żółtym).
29 czerwca 2002: Północnokoreańskie jednostki patrolowe po wejściu na wody Korei Płd. w spornym akwenie NLL na Morzu Zachodnim otworzyły ogień do jednostki południowokoreańskiej. W wymianie ognia zginęło 4 marynarzy południowokoreańskich i nieznana liczba północnokoreańskich.
Maj - czerwiec 2003: Północnokoreańskie kutry rybackie przez 3 dni pod rząd - od 25 do 27 maja - z premedytacją naruszały NLL. 1 czerwca padły strzały ostrzegawcze ze strony południowokoreańskich jednostek ochrony wybrzeża. 2 czerwca miały miejsce kolejne przypadki wtargnięcia kutrów północnokoreańskich na wody terytorialne Rep. Korei w rejonie NLL i ignorowania strzałów ostrzegawczych. Incydenty ustały dopiero po południowokoreańskim ostrzeżeniu, że winne takich naruszeń kutry będą przechwytywane i aresztowane. 12 czerwca Korea Płn. zwyczajowo odwraca sytuację i zarzuca Korei Płd. „wielokrotne naruszanie jej wód terytorialnych".
18 sierpnia 2003: Kolejny statek pod banderą KRL-D wtargnął na wody terytorialne Rep. Korei w rejonie NLL. Południowokoreański okręt wojenny oddał strzały ostrzegawcze, zmuszając jednostkę północnokoreańską do wycofania się.
30 października 2003: Północnokoreańska łódź patrolowa znalazła się na wodach terytorialnych Rep. Korei na południe od NLL i opuściła je dopiero po oddaniu przez jednostki marynarki południowokoreańskiej strzałów ostrzegawczych.
24 listopada 2003: Kolejny przypadek naruszenia wód terytorialnych Korei Płd. przez północnokoreańską jednostkę patrolową. Wycofuje się ona po oddaniu przez okręty południowokoreańskie strzałów ostrzegawczych. Phenian określa postępowanie marynarki południowokoreańskiej mianem „poważnej prowokacji zbrojnej".

A to tylko incydenty morskie. 12 incydentów w ciągu zaledwie 3 lat. Pod tym względem ostatni incydent nie jest niczym wyjątkowym.

Armia rządzi

Kim Dżong Il odszedł od doktryny „Dżucze" stworzonej przez jego ojca na rzecz „Strategii Czerwonego Sztandaru" streszczonej hasłem: „Karabin do przodu!". Oznacza to postawienie na armię, jako wiodącą siłę polityczną i decyzyjną w państwie. Tym obecna Korea Północna różni się od systemu stalinowskiego, czy maoistowskiego. Tam rządziła partia, zaś armia była jej podporządkowania. W KRL-D rządzi armia i to nie byle jaka armia. 1,2 miliona żołnierzy, w tym ponad 100 tys. komandosów, około 10 milionów nieustannie szkolonych rezerwistów w organizacjach paramilitarnych. Aby ta gigantyczna armia miała, choćby pod względem propagandowym i pozycji w państwie, uzasadnienie swego istnienia, trzeba cały czas prowokować zagrożenie. Naród i partia muszą żyć w atmosferze oblężonej twierdzy, której ciągle coś zagraża. Stąd ciągłe drobne akcje zaczepne północy, których sprowokowanie nieodmiennie oskarża się drugą stronę.

Jednocześnie Korea Północna nie podejmuje rzeczywistej otwartej agresji na większą skalę, bo jej przywódcy pamiętają dotkliwą nauczkę wojny 1950-53 roku, kiedy, mimo zaskoczenia przeciwnika i olbrzymiej pomocy militarnej Chin (tzw. „milion ochotników", czyli w sumie 2.100 tys. żołnierzy regularnej armii), armia Kim Ir Sena poniosła dotkliwą klęskę (zginęło w sumie ponad 700 tysięcy żołnierzy KRL-D oraz ChRL i tylko 35 tys. żołnierzy sił ONZ, głównie amerykańskich). Jednocześnie przywódcy KRL-D doskonale wiedzą, iż obecnie nie mogą liczyć na rosyjskie myśliwce, polskie szpitale polowe i radiolokację, a nawet nie bardzo na chińskich „ochotników". Chiny wspierają agresywny kurs tego państwa, ale wątpliwe by mieli obecnie ochotę wdawać się w otwartą wojnę z kimkolwiek, a z USA zwłaszcza. Jednocześnie żadne państwo nie ma zamiaru w tej chwili atakować Korei Północnej, o ile nie zostanie do tego zmuszone.

Nieustanne militarne jątrzenie ma jeszcze inny cel. Pozwala utrzymać społeczeństwo w ryzach. Doba przeciętnego Koreańczyka z Północy składa się z 8 godzin pracy, 8 godzin szkoleń wojskowych i ideologicznych, oraz 8 godzin snu. Te 8 godzin składania i rozkładania kałasznikowa, musztry, oraz wykrzykiwania haseł ma zabić, zagłuszyć, w tych ludziach jakikolwiek ślad niezależnej myśli. Karabin naprzód, także w mózgach.

Armia kosztuje

Ale, coś za coś. Ciągłe prace nad bronią atomową, coraz to nowszymi rakietami, utrzymanie ogromnej armii oraz tysięcy stanowisk artylerii klasycznej i rakietowej na linii Penmundżon, a nawet to notoryczne szkolenie, to wszystko generuje olbrzymie koszty. Gospodarka Korei Północnej jest mało wydajna, zacofana, oparta w dużym stopniu na pracy niewolniczej oraz pracy ludzi, którzy od niewolników różnią się tylko teoretycznie. Władza utrzymuje ten obłąkańczy system dzięki łataniu deficytu żebractwem i szantażem.

Jedną z metod jest wyłudzanie pomocy humanitarnej od Korei Południowej (czyli teoretycznego wroga) oraz najróżniejszych organizacji pozarządowych wolnego świata. Doniesienia o masowej śmierci głodowej są nieraz celowo wyolbrzymiane, by wyłudzić większą pomoc, oczywiście bez jakiejkolwiek kontroli sponsora nad jej konsumpcją. Pamiętamy incydent, gdy kilkanaście lat temu Korea Północna zakupiła 200 luksusowych mercedesów 600 SL ze środków pomocy humanitarnej wyłudzonej od Południa.

Drugą metodą jest swoisty handel gestami pojednania. Pamiętamy, że swego czasu Kim Dżiong Il zgodził się na spotkanie z prezydentem Południa, Kim De Dżungiem, w zamian za gigantyczną łapówkę 500 milionów dolarów, a opóźnienie spotkania o jeden dzień spowodowane było brakiem potwierdzenia przelewu. Reżim zafasował 500 milionów, spotkanie nie przyniosło żadnego przełomu a wolny świat chyba do dziś nie zrozumiał, że został nabity w butelkę. Później KRL-D wykonała jeszcze całą serię podobnie kupionych gestów, które realnie niczego nie zmieniają.

I wreszcie metoda trzecia, to, co Kim Dożong Il załatwia obecnie, czyli pomoc Chińska. Bez pomocy ChRL Korea Północna dawno by nie istniała. Ta pomoc to 30 procent wpływów zagranicznych państwa. Chinom z jednej strony zależy na istnieniu tego tworu, bo odgradza on Chiny od wojsk USA stacjonujących na Południu, ale z drugiej strony, Chiny wolałyby, by ten twór, zwany „Północnokoreańskim Ludowo-Demokratycznym Rajem Robotników", za bardzo nie rozrabiał i nie sprawiał kłopotów.

Władze KRL-D wymyśliły jednak metodę wymuszania pomocy na Chinach. Od lat to zrywają, to wznawiają, rozmowy na temat rozbrojenia atomowego. Po zerwaniu rozmów, za każdym razem wznawiają je po odpowiednio pokaźnej deklaracji pomocy, po czym zrywają, gdy pomoc się kończy.

I tak, od lat uzbrojony po zęby żebrak żyje na koszt tych, którym grozi atomówkami i rakietami, a nawet od czasu do czasu do nich strzela. I co gorsza, nie widać żadnych realnych szans na zmianę tego stanu.

Krzysztof Łoziński