Obecny kryzys Rosja - reszta świata na tle wojny w Gruzji odsłania słabość takich struktur jak ONZ, OBWE, UE. Okazuje się, że w sytuacji poważnego spięcia struktury te praktycznie nic nie mogą.
Od dawna wiadomo, że ONZ obarczona jest błędami pierworodnymi i praktycznie niereformowalna. Pierwszym błędem pierworodnym było tworzenie organizacji na zasadzie „wszyscy są równi" - spokojny mieszkaniec, szeryf, bandyta, pastor i ladacznica mają taki sam głos. Oczywiście mówię w przenośni o państwach, państwach demokratycznych i państwach bandyckich traktowanych na równi.

Niemoc ONZ wynika po części z tego, że niektóre państwa bandyckie przekupują biedne egzotyczne dyktatury, by głosowały po ich myśli, a w Zgromadzeniu Ogólnym każdy ma jeden głos. Tak postępują na przykład Chiny, fundując za odpowiednie głosowanie mosty i stadiony afrykańskim tyraniom i w ten sposób ani razu Komisja Praw Człowieka ONZ nie potępiła Chin dzięki wsparciu Togo, Seszeli, Burgina Faso i innych podobnych „potęg".

Drugim złem pierworodnym jest Rada Bezpieczeństwa, która w założeniu miała zapobiegać wojnom, ale żadnej nie zapobiegła. Do rady Bezpieczeństwa weszły natomiast dwa państwa bandyckie - Rosja (dawniej ZSRR) i Chiny - które skutecznie blokują wszelkie działania wobec siebie i swych sojuszników. W dodatku za czasów ZSRR kraj ten miał w Zgromadzeniu Ogólnym (jako jedyny) 3 głosy zamiast jednego, bo do ONZ należały także Ukraina i Białoruś, choć były wówczas częściami ZSRR a nie niepodległymi państwami. Do ONZ nie należy natomiast Tajwan, choć jest państwem niepodległym i demokratycznym, bo jego członkostwo blokują Chiny komunistyczne.

Efekt jest taki, że ONZ sprawdza się w małych lokalnych konfliktach, np. w Afryce, czy na wyspach Pacyfiku, a nic nie może w sytuacji konfliktu poważnego, bo Rosja i Chiny mają prawo veta i z niego korzystają.

Chciałbym zaproponować podjęcie inicjatywy na rzecz powołania zupełnie nowej organizacji międzynarodowej: Sojuszu Politycznego Państw Demokratycznych, do którego poza krajami UE i Stanami Zjednoczonymi weszłyby też takie kraje jak: Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Japonia, Tajwan, Korea Południowa, Indie, Tajlandia, Peru, Ukraina i inne liczne kraje demokratyczne. Idea jest taka, by warunkiem była rzeczywista demokracja, spełniająca międzynarodowe standardy (wolne wybory, wolne media, przestrzeganie praw człowieka i prawa w ogóle) a nie tylko demokracja formalna, czyli np. wybory w warunkach barku wolnej prasy. Zadaniem organizacji byłoby to samo, co miało być zadaniem ONZ - zajmowanie wspólnego stanowiska w istotnych kwestiach, zapobieganie konfliktom, pomoc humanitarna, pomoc słabszym w rozwoju... a z czasem może wyrównywanie poziomu życia i większa integracja.

Organizacja, którą proponuję, miałaby potężna siłę polityczną, bo reprezentowałaby ponad połowę ludzkości, gigantyczne wpływy ekonomiczne, kraje stanowiące w sumie także potęgę militarną, gdyby postanowiły zadziałać wspólnie. Mogłaby oddziaływać na inne kraje także w ten sposób, że stawiałaby warunki przystąpienia do niej - wprowadzenie u siebie cywilizowanych standardów. Organizacja ta nie miałaby wad ONZ, bo państwa bandyckie nie miałyby w niej prawa głosu. Skoro nie można wyrzucić ich z ONZ, to trzeba założyć nową organizację bez nich.

Aby taka organizacja powstała, trzeba zrobić kilka kroków: ktoś musi rzucić pomysł, jakiś polityk musi go podjąć i przenieść na poziom państwa, państwo musi wystąpić z nim na arenie międzynarodowej, kolejne państwa muszą do pomysłu przystąpić. Zrobiłem krok pierwszy - rzuciłem publicznie pomysł. Czekam na polityka, który zrobi krok drugi. Myślę, że gdyby Polska wystąpiła z taką inicjatywą, bardzo podniosłoby to nasz prestiż, a dla Rosji i Chin byłoby to czytelnym sygnałem - jeśli się nie zmienicie, świat demokratyczny zjednoczy się  bez was. Oczywiście bez akcesu UE, USA, Indii i Japonii pomysł nie ma sensu.

Krzysztof Łoziński

PS. Może jestem fantastą, ale czasem ktoś musi nim być. Może to coś da. Demokracja polega między innymi na tym, że zwykły obywatel może coś zaproponować.