Od redakcji: „Kontrateksty" jako pierwsze uzyskały wywiad z Aleksandrem Kazulinem, udzielony w dzień po zwolnieniu z więzienia.
Aleksander Kazulin niedawno został „ułaskawiony" przez A. Łukaszenkę i wypuszczony z więzienia. W wywiadzie, którego udzielił DELFI w Mińsku, stwierdził, że kiedy człowiek skazany niezgodnie z prawem zostaje z łaski uwolniony, to jest to zniewagą. Kazulin nie rozumie entuzjastycznych reakcji dobiegających z niektórych stron.
 
Aleksandr Kazulin spotkał się z DELFI w jednej z ulicznych kawiarni Mińska. Okazało się, że nie można porozmawiać z nim u niego, w domu, ponieważ, według jego słów, wszystko jest na podsłuchu. Powiedział też, że naliczył sześć samochodów, które na zmianę jeżdżą za jego wozem. Uprzedził też, że z trzech punktów nasze spotkanie jest filmowane.

Ubrany był w czarną koszulę i czarne dżinsy, wychudł po dwóch i pól latach więzienia, ale uśmiechał się i mocno ścisnął rękę. W takich detektywistycznych warunkach, w stolicy Białorusi, takiej, jaką ona jest w 2008 r., w kilka dni po wypuszczeniu z więzienia, odbyło się spotkanie Aleksandra Kazulina z korespondentem DELFI.

Znane są pańskie wypowiedzi na temat ułaskawienia. Jak skomentuje pan postępowanie głowy Białorusi?

- Oczywiście, sam fakt wypuszczenia z więzienia przyjmuję jako coś dobrego, jako oznakę sprawiedliwości. Siedziałem w więzieniu dwa i pół roku i myślę, że zrozumie pan, że to nie był najlepszy okres w życiu. Ale kiedy zaczynają klaskać w dłonie poszczególni przedstawiciele dyplomatyczni, to wywołuje zdumienie.

Kogo ma pan na myśli?

- To nie takie istotne, bo czy może wywołać burzę zachwytów to, że bezprawnie skazany, represjonowany człowiek wypuszczany jest z więzienia jako ułaskawiony? To zniewaga. I nie tylko dla mnie. Kiedy byłem uwięziony liczba osadzonych powiększyła się półtora raza. Dlatego, czyż można rozpatrywać moje uwolnienie jako krok naprzeciw żądaniom Stanów Zjednoczonych i U.E.? Zrehabilitujcie mnie, uwolnijcie bezwarunkowo, wtedy ten krok będzie zrozumiały. A tak, okazuje się, że w naszym państwie można człowieka zamknąć w więzieniu tylko za to, że uczestniczył w wyborach na stanowisko prezydenta. Więc może nazywajcie sprawy po imieniu. Jak podejść do dwóch i pół roku przeżytych w więzieniu? To zdławienie, poniżenie, zniewaga, psychologiczny, moralny i fizyczny nacisk. I jak określić to, że w tym czasie umarła moja żona, mój teść? Jak to obliczyć? Kto powinien dać odpowiedź na to pytanie?

A kto może dać odpowiedź na to pytanie?

- Sadzę, że dzisiaj Łukaszenka jest wyzwaniem dla cywilizowanej społeczności świata. Dlatego, że depcze wszystko, co jest święte, moralne...

W takim razie, nie wydaje się panu, że to przestępstwo ze strony elektoratu, wybierać takiego człowieka na prezydenta?

- Jak to powiedziała pewna znana osoba, nieważne jak się głosuje, ważne jak się liczy głosy. Nie sądzę, żeby lud białoruski bardzo był winien temu, że wybiera Łukaszenkę dlatego, że gdyby odbyły się uczciwe i jawne wybory, to Łukaszenki nie wybrano by nigdy. Dzisiaj pracuje wyraźny mechanizm i Łukaszenka sam nie kryje, że przy tych technologiach, którymi dysponuje, jest w stanie rozwiązać każde zadanie.

Jak ocenia pan reakcję krajów Zachodu na pańskie uwolnienie?

- Zrozumiały jest pewien stopień zadowolenia, że jednak uwolniono. Ale niezrozumiała jest ich wielka radość z tego powodu. Bo wątpliwy jest gracja z jaką uwolniono przeciwnika, skoro ma związane ręce i nogi [według słów A.Kazulina zapis wideo i audio rozmowy z DELFI prowadzono z kilku punktów]. Wyrok nie został ze mnie zdjęty. To znaczy, najmniejszy ruch z mojej strony, może doprowadzić do tego, że każą mi odsiedzieć pozostałe trzy lata. Zdjęcie karalności byłoby logicznym i naturalnym krokiem. A ilu jest dzisiaj młodych ludzi aresztowanych z różnych powodów? Rzecz w tym, że wszyscy powinni przestrzegać prawa. A cudzoziemskim dyplomatom powiem: najważniejsze, żebyście doprowadzili do tego tego, żeby na Białorusi wszyscy, bez wyjątku wypełniali prawo.  Dzisiaj władza posługuje się systemem wymiaru sprawiedliwości jako instrumentem dławienia inaczej myślących. I powiem więcej, że w osobistej rozmowie ze mną, nasz wielki Hegemon mówił: „Sprawiedliwość to ja". 

A Wschód, jakoś zareagował?

- Nie, nie słyszałem. W tej liczbie także często zabierającego głos rosyjskiego ambasadora w Mińsku.

Czy miedzy panem a Aleksandrem Łukaszenką rzeczywiście istniał jakiś osobisty konflikt?

- Problem prezydenta polega na tym, że daje się on powodować osobistymi emocjami. Prezydent nie może sobie na to pozwolić. W chwili, gdy politykę państwową, stosunki państwowe przekłada na kategorie stosunków osobistych - przestaje być prezydentem.

Czym ma się pan zamiar teraz zająć, istnieje jakiś program działań?

- Tego bardzo chciałaby się dowiedzieć władza. Na razie potrzebuję trochę czasu, żeby odpocząć. Żeby się rozejrzeć, ocenić sytuację.

Pańskie przemyślenia w przeddzień zbliżających się wyborów parlamentarnych?

- Dzisiaj oświadczono, że odbędą się uczciwe, transparentne, demokratyczne wybory żeby zademonstrować całemu światu, że u nas wszystko jest dobrze. To dobre przesłanie i byłoby logiczne, gdyby zostało zrealizowane do końca. I dzisiaj już szereg państw europejskich pracuje nad uznaniem wyborów. Powstaje pytanie - co jest dla nas ważniejsze: zewnętrzna powłoka, czy zawartość? Już teraz jest ogromna liczba naruszeń prawa. Na ludzi, który mieli zamiar kandydować wywierany jest wielki nacisk ze strony władz i służb specjalnych. Rzecz nie tylko w Łukaszence, ale w „łukaszenkizmie".

Jak go pokonać?

- Paweł Selin, były korespondent NTW na Białorusi został deportowany z kraju na pięć lat. I teraz przyjechał do Mińska. Pryncypialnie. I powiedział, że zdziwiła go ogromna liczba ludzi, którzy nie wierzą w możliwość przemian. Obserwuje się u nich albo apatię, albo strach, albo pełne oderwanie się od tego, co się dzieje. A dzisiaj dzieje się, co następuje. Stworzony został system przemocy i wszystko rozstrzyga się przemocą, a nie uświadamianiem, przekonywaniem, zrozumieniem. Nie ma u nas dialogu.

Istotnie, patrząc z boku ma się wrażenie, że tam, na Białorusi powstają kompletnie chore sytuacje. Trudno uznać to za realny obraz, uwierzyć w te sprawy. A Białorusinom, jak się zdaje, trudno przekonać kraje Zachodu, że to nie absurd, a rzeczywistość...

- Jeśli po raz pierwszy przyjeżdża się do Mińska, to wydaje się, że wszystko jest bardzo dobrze. Zewnętrznie jest dobrze, ale jeśli pokopać głębiej, okazuje się, że wszystko jest zupełnie nie tak. To, co się dzieje na Białorusi - wróciliśmy do przeszłości. To znaczy, przyszedł dyrektor sowchozu, który nie wyobraża sobie, że może  być inaczej. I zaczyna rządzić zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. Oświadczył: „Nie poprowadzę swojego narodu do cywilizowanego świata". Niech pan popatrzy na reformy średniego i wyższego szkolnictwa. Klasy licealne obniżyli do poziomu szkoły podstawowej, a klasy szkoły średniej - do poziomu zawodówek, szkoły specjalne całkowicie zlikwidowali. Okazuje się, że potrzebna jest nam szara masa, która będzie chodzić w nogę i śpiewać jedną pieśń. Instytucję sprawiedliwości i praworządności zniszczono u nas do szczętu.

To pytanie, z pewnością, nie raz już panu zadawano: jak odnoszono się do pana podczas pobytu w więzieniu?

- Więźniowie cenią w ludziach twardość i pryncypialność, a w kolonii karnej nie podpisałem żadnych papierów. Ludzi sadzano do „szizoidi" [karna izolatka - DELFI] tylko za to, że podchodzili do mnie i kontaktowali się ze mną.

Proszę wybaczyć cyniczne pytanie, ale na co Łukaszence było uwolnienie pana, jego przeciwnika politycznego?

- Łukaszenka nigdy w życiu nie wypuściłby mnie, gdyby to od niego zależało. On zakopałby mnie i ziemię wyrównał. Ale nie wszystko od niego zależy. Co więcej, nadchodzi chwila prawdy. Jestem dla niego koszmarem lecącym na skrzydłach nocy. Wydaje mi się, że przychodzę do niego jak sumienie, które go męczy. Ja i Aleksander Grigoriewicz jesteśmy antypodami, mamy znaki przeciwne. Bardzo wiele było już na znaku minus, teraz nastąpiła pora plusów. I on to rozumie. I to już jest agonia. Ostre stanowisko U.E. i USA jest jasne, nadszedł czas wypełniania zobowiązań wobec Rosji.

Ale, na przykład, jeden z litewskich polityków wygrażał się, że podejmie kwestię zmiany polityki U.E. wobec Białorusi.

- To jest problem. Gdyby podejście Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej do Białorusi było skonsolidowane, gdyby istniało zrozumienie istoty tego, co zachodzi w kraju, to na Białorusi moglibyśmy wygrać znacznie więcej.

Na Białorusi schodzą się interesy gospodarcze różnych krajów...

- Dzisiaj, kiedy na Białorusi zaczęła się prywatyzacja, istotnym jest, że biznes z różnych krajów chce dostać tutaj swój kawałek. I te struktury zaczynają naciskać na swoje rządy. Wielu nie rozumie, że ponieważ w naszym kraju nie ma reguł, przystępują do gry bez reguł. Łukaszenka wyraźnie powiedział, że nigdy nie dopuści do takiej prywatyzacji, która była w Rosji i wszystko będzie jawne. Jednak wszystkie problemy rozstrzygane są w kuluarach. Dlatego należy dać bardzo wyraźny znak europejskim i rosyjskim kręgom przemysłowym, że przy zmianie sytuacji w kraju, nowa władza, nowy rząd nie uznają wyników prywatyzacji.

Zostanie pan w polityce?

- Rzecz w tym, że, jak szedłem tą drogą, tak iść będę, zepchnąć mnie nie da rady.

Konstantin Amieliuszkin, DELFI
20 sierpnia 2008 r., 12:00

Tłum.: Radosław Januszewski