Czerwiec - lipiec 2008 r.
Izba wyższa białoruskiego parlamentu przyjęła kagańcowe prawo prasowe mimo protestów licznych międzynarodowych organizacji dziennikarskich. Kolejne protesty dziennikarzy Wolnego Świata będą zapewne dotyczyły szykan wobec naszych białoruskich kolegów, którzy będą chcieli po prostu informować zamiast sławić bat'kę.
W Mińsku sądzono działacza partii opozycyjnej. Niby nie nowość, ale była w tym pewna pikanteria. Otóż dziennikarka, która przysłuchiwała się procesowi zapomniała wyłączyć komórkę. Szeptem odpowiedziała na telefon (pewnie coś w rodzaju: „teraz nie mogę") i została ukarana za „obrazę sądu". I nie dziwota - przecież sąd i tak był dobrotliwy, że wpuścił dziennikarzy na salę, mimo, że - jak powiedziała przewodnicząca składu, która z początku nikogo nie chciała wpuścić - „bo będziecie pisać głupstwa".

Bruksela potępia nowe prawo prasowe jako łamiące prawa człowieka. O co chodzi? Przecież w handlu to nie przeszkadza?

„Nieświeski Czas" został wyrzucony z zajmowanego od trzech lat lokalu redakcyjnego. Trochę wcześniej, w ten sam sposób, potraktowano „Gazetę Słonimską". Za każdym razem władze miasta podawały wiarygodne przyczyny: lokale będą używane przez magistrat. Ciekawe jak, skoro w budynku, w którym mieściła się redakcja i tak było mnóstwo wolnych pomieszczeń? I po co było trudnić delegatów i uchwalać nowe prawo prasowe, skoro można było się uporać z prasą tak prostymi metodami?

Dentystka ze Słonimia zaskarżyła dziennikarza „Gazety Słonimskiej" bo poczuła się urażona artykułem opisującym jej partactwo zawodowe (pisaliśmy już o tym - pacjentka mało nie umarła po wyrwaniu jej zęba). Sąd odrzucił skargę. Teraz sędzia będzie pewnie musiała jeździć do dentysty za granicę.

Radosław Januszewski