Poseł Adam Lipiński: Nie należy rezygnować z sankcji przeciwko reżimowi Łukaszenki
- Polska polityka w stosunku do Białorusi nie zmienia się, rozmów z Łukaszenką nie będzie, a wszystkie nasze inicjatywy skierowane są do zwyczajnych obywateli - tak polscy politycy zareagowali w wywiadzie udzielonym w "Polskim Radiu" na oświadczenie Andrieja Sannikowa, w którym jako jeden z przywódców kampanii obywatelskiej "Europejska Białoruś", oskarża polskie kierownictwo o zdradę ideałów "Solidarności".
Przypomnijmy, że na stronie internetowej „Charter 97" pojawiło się oświadczenie Sannikowa, w którym surowo ocenił on działania polskich dyplomatów, uznających jakoby reżim Łukaszenki.

Sannikow odnosi się do tekstu w jednej z rosyjskich gazet, w którym twierdzi się, że polscy dyplomaci w Brukseli próbują przekonać swoich kolegów z U.E. do osłabienia politycznych i gospodarczych sankcji skierowanych przeciwko Białorusi. O konkretnych oznakach zmiękczenia polskiej polityki w stosunku do reżimu Łukaszenki pisze także polska prasa. „Dziennik" doniósł o planowanym w Brześciu spotkaniu  wiceministra spraw wewnętrznych Polski z jego białoruskimi kolegami. W skład polskiej delegacji wejdą także przedstawiciele polskiego MSZ.

Jak oświadczył resort spraw zagranicznych w Polskim Radiu, dwustronne spotkanie w Brześciu będzie miało niepolityczny charakter. Podczas spotkania przedyskutowane zostaną projekty nakierowane wyłącznie na polepszenie kontaktów między Polakami i Białorusinami.

Rzecznik prasowy polskiego MSZ, Piotr Paszkowski powiedział, że zmian w polskiej polityce w stosunku do Białorusi nie ma. Stanowisko naszego rządu jest znane i nie podlega istotnym zmianom. Rzeczywiście, strona polska zainteresowana jest rozmowami na poziomie grup eksperckich, dzięki którym uda się rozwiązać mnóstwo praktycznych problemów. Chodzi tu, przede wszystkim o ruch transgraniczny, kwestie ochrony środowiska, unifikację określonych norm prawnych. Polskie MSZ pracuje obecnie nad konkretnymi propozycjami dla Białorusi według programu „Wschodniego Partnerstwa". Te propozycje będą miały niepolityczny charakter, znajdą się tam zapisy, które będą mogły pozytywnie wpłynąć na życie obywateli Białorusi: budowa nowych przejść granicznych, umowa o ruchu przygranicznym, rozbudowywanie infrastruktury. Istnieje rzeczywiście wiele problemów, których rozwiązanie pomoże zwyczajnym Białorusinom.

Poseł do sejmu RP z partii "Prawo i Sprawiedliwość", Adam Lipiński uważa, że rozmowy między urzędnikami mogą się odbyć tylko po wykonaniu przez kierownictwo Białorusi konkretnych kroków. Twierdzi on, że są określone sygnały, które świadczą o tym, że Polska zmienia politykę w stosunku do Białorusi. Uważa to za bardzo negatywne zjawisko. Jego partia, „Prawo i Sprawiedliwość" przeświadczona jest, że dopóki reżim Łukaszenki nie zacznie się demokratyzować, dopóki nie odbędą się rozmowy z opozycją, nie należy zmieniać polityki, którą zapoczątkował poprzedni rząd i nie należy rezygnować z sankcji. Poseł zdziwiony jest planami spotkania przedstawicieli polskiego rządu z białoruskimi urzędnikami. To w żaden sposób nie wpłynie na reżim Łukaszenki, przeciwnie - tylko nasili prześladowania opozycji. Zarówno z politycznego, jak i z moralnego punktu widzenia, naszym partnerem powinna być opozycja, wszyscy ci, którzy walczą o prawa człowieka, o demokratyczne reformy, o wszystko to, co było celem „Solidarności". Będzie bardzo źle, jeśli Polska zejdzie z tej drogi.

Czy Andriej Sannikow ma rację, mówiąc, że Polska zdradziła ideały "Solidarności"? „Polskie Radio" poprosiło o skomentowanie słów białoruskiego polityka wiceprzewodniczącego komisji do spraw międzynarodowych Parlamentu Europejskiego, Janusza Onyszkiewicza, nawiasem mówiąc, wieloletniego działacza „Solidarności".

Uznał on, że to bardzo ostre słowa. Uważa, że polski rząd służy tym ideałom, tylko w nieco inny sposób, wykorzystując inne metody. Jest osobiście przekonany, że te instrumenty nie dają wyników. Dowolne kroki pojednawcze, nawet na tak niskim i mało znaczącym poziomie, jak to będzie w Brześciu, powinny być podejmowane tylko po krokach ze strony Łukaszenki. Niestety, jak do tej pory takich kroków nie ma.

Janusz  Onyszkiewicz jest przekonany, że ani jeden z członków ALDE (Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy), w skład którego wchodzi polityk, nigdy nie poprze zniesienia sankcji wobec Białorusi.

Uważa on, że niestety w Unii Europejskiej dają się zauważyć takie tendencje. Świadczy o tym choćby smutny przykład zniesienia sankcji wobec Kuby. Jest to tak zwana realna polityka, kiedy idzie się na spotkanie dyktatorskiemu reżimowi i ma się nadzieję, że on jakoś na to odpowie. Ale najczęściej taka strategia nie działa. Tę kolejność należy zmienić. Polityk ma nadzieję, że Europa i Polska właśnie tak postąpią.

Słowa Andrieja Sannikowa ze zdziwieniem przyjął przewodniczący grupy Parlamentu Europejskiego do spraw Białorusi Jacek Protasewicz. Europoseł, członek rządzącej w Polsce partii Platforma Obywatelska jest przekonany, że żadna zmiana w polskiej polityce wobec Białorusi nie zaszła.

Twierdzi, że przed wyborami parlamentarnymi nie ma nawet mowy o zmianie w europejskiej i polskiej polityce wobec Białorusi. Zmiany na lepsze mogą zajść tylko pod warunkiem, że jesienne wybory nie zostaną sfałszowane. Aktywizacja stosunków między stroną polską a białoruską, nawet na szczeblu ministrów, nie świadczy o zmianach w polskiej polityce. To zakończenie prac nad bezwizowym ruchem dla mieszkańców regionów przygranicznych. Dzięki temu Białorusini będą mogli częściej odwiedzać Polskę. W żadnym razie nie świadczy to zaakceptowaniu polityki Aleksandra Łukaszenki takiej, jaką widzimy dzisiaj.

Na dzień dzisiejszy w stosunku do Białorusi ze strony Unii Europejskiej funkcjonują sankcje dotyczące urzędników, którzy uczestniczą w represjach skierowanych przeciwko niezależnego społeczeństwa, zniesiono także preferencje handlowe dla niektórych białoruskich przedsiębiorstw. W pierwszym przypadku właśnie polscy eurodeputowani zainicjowali i wsparli zakaz wjazdu urzędników na terytorium Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o zniesienie preferencji handlowych, to Polska od samego początku występowała przeciwko wprowadzeniu sankcji gospodarczych wobec Białorusi.

Milinkiewicz wezwał do nie wprowadzania sankcji.

Podczas międzynarodowej konferencji poświęconej europejskiej polityce dobrego sąsiedztwa, Aleksandr Milinkiewicz wystąpił z inicjatywą opracowania strategii „krok po kroku", której celem jest nawiązanie współpracy Białorusi z Unią Europejską. Konferencja „Wspólne podejście do sąsiadów" poświęcona polityce dobrego sąsiedztwa U.E., odbyła się w Natolinie pod Warszawą.

Lider ruchu Za wolność! wezwał przedstawicieli krajów europejskich, żeby nie wprowadzali sankcji gospodarczych wobec Białorusi.

Powiedział, że jeśli Unia Europejska pójdzie za przykładem Stanów Zjednoczonych i wprowadzi surowe sankcje gospodarcze, to w wyniku totalnego kryzysu ekonomicznego władza na Białorusi może się zmienić. Ale w takim przypadku Białorusini mogą utracić niepodległość, bo Rosja natychmiast wykorzysta tę sytuację.

Dodał, że kiedy walczy o przemiany w ojczyźnie i podpowiada sąsiadom, jak budować stosunki z Białorusią, to przede wszystkim myśli o rozwoju kraju i zwiększeniu wolności. Polityka w stosunku do Białorusi wymaga większej rozwagi.

Charter97

A oto smutny i ironiczny komentarz do rozhoworów polityków:

Działacz młodzieżowy został izolowany przed łukaszenkowskim świętem.

Michaił Paszkiewicz, działacz Młodych Demokratów mianowany przez Radę Polityczną Zjednoczonej Partii Obywatelskiej na obserwatora w Centralnej Komisji Wyborczej został skazany przez sąd rejonu Oktiabrskoje na siedem dób aresztu administracyjnego.

Ponoć za "drobne chuligaństwo". Pracownicy milicji, jak zwykle, służbowo krzywoprzysięgali: twierdzili, ze Misza rzucał „matem". Zeznania zainteresowanej strony, jak zwykle w łukaszenkowskich sądach, okazały się wystarczające..

Interesujące - w wersji władzy Michaił Paszkiewicz będzie się wyrażał niecenzuralnie w Centralnej Komisji Wyborczej? I inni obserwatorzy też? Niech żyją „wolne i sprawiedliwe" „wybory" do „izby reprezentantów"!

www.ucpb.org

Komentarz

Oświadczenie polskiego wiceministra spraw wewnętrznych, Piotra Stachańczyka, że polskie władze mają zamiar zrewidować swoją politykę zagraniczną  w stosunku do Białorusi i odejść od języka sankcji, nie mogło nie wywołać negatywnej reakcji w szeregach białoruskich zwolenników przemian. Jednak, reakcja ta była zaledwie emocjonalnym chlapnięciem po pierwszym przeczytaniu „wyznania" polskiego urzędnika.

W istocie, pan Stachańczyk nie powiedział niczego nowego pozwalając sobie, chyba po raz pierwszy publicznie, wypowiedzieć opinię od dawna już krążącą w polskich sferach rządowych, która nie jest nowością także dla białoruskiej opozycji. Przemiana nastawienia polskiego kierownictwa była zauważalna w przybliżeniu dwa lata temu. Jednakże przemiana ta poszła w ślad za tą polityką, którą obrała Unia Europejska w stosunku do białoruskiego reżimu - polityką dialogu.

Zarazem, Polska nie zrezygnowała z popierania demokracji na Białorusi, chociaż w pewnym stopniu zaczęła bardziej krytycznie, jeśli tak można powiedzieć, odnosić się  do szeregu realizowanych projektów i zaostrzyła politykę wizową w stosunku do przedstawicieli białoruskiej opozycji.

Krótko mówiąc podwójna gra Polski, jak i całej Unii Europejskiej stała się bardziej zauważalna. Zresztą, wątpliwe jest, czy można winić polskie kierownictwo. Demokracja na Białorusi - to rzecz, oczywiście, godna uwagi. Ale dla polskich władz znacznie ważniejsze są interesy gospodarcze samej Polski. Polska kupuje ponad połowę wydobywanej na Białorusi ropy naftowej - około 900 tysięcy ton, jest jednym z podstawowych użytkowników produkowanych na Białorusi przetworów z ropy naftowej. Jeśli dodać do tego nawozy potasowe, skroplony gaz i inne białoruskie towary, nie mówiąc już o tym, co do Polski, tranzytem przez Białoruś płynie rosyjska ropa i gaz, to nie niczego dziwnego w dwoistej polityce Polski - każdy medal ma dwie strony.

W związku z tym, białoruscy politycy opozycyjni nie spieszyli się z krytyką pod adresem Polski, doskonale rozumiejąc, albo w najgorszym przypadku domyślając się, jak sprawy wyglądają w istocie. Opublikowany materiał został przyjęty do wiadomości, poniektóre „gorące głowy" podjęły tę kwestie na spotkaniach z polskimi politykami i dyplomatami, jednak powstrzymały się od komentarzy dla prasy.

Na tym tle oświadczenie koordynatora „Charter 97", Andrieja Sannikowa, że Polska zdradziła ideały „Solidarności" wygląda zaledwie na politykę gry na emocjach. W skrócie jest to zwyczajny populizm, który trochę podgrzał temat i wywołując szereg komentarzy ze strony polskich polityków przyciągnął na jakiś czas uwagę do postaci samego Sannikowa, któremu, z kolei, taka uwaga, na tle jego planów wzięcia udziału w wyborach prezydenckich w charakterze kandydata na prezydenta, jest dziś, po prostu, niezbędna.

Aleksandr Krestowski

Tłum.: Radosław Januszewski