Polityk i twórca esejów politycznych Andrei Klimau został aresztowany w Mińsku pod zarzutem nawoływania do obalenia ustroju siłą, do zdrady stanu i innych, podobnych drobnostek. Wszystkiego tego miał dokonać poprzez Internet (jak wiadomo najchętniej po Internet sięgają masy robocze Białorusi, które tak łatwo namówić do wrażych działań). Wsadzono też kilku innych dziennikarzy internetowych, chociaż ten nośnik informacji nie występuje w kodeksie. Widać Ałaksandr Hryhorowicz już wie, że Internet jest, ale może jeszcze nie wie, jak działa. Ciekawe, co wymyśli, jak się dowie?
Tymczasem „Reporterzy bez granic" potępili zarówno aresztowanie autora jak i usiłowania władz, żeby stworzyć rejestr stronic internetowych, który przecież jest tylko niewinną próbą wprowadzenia jakiegoś ładu w tym wirtualnym świecie. No bo jak to, nawet lokalu reakcyjnego nie ma, nie można zrobić najścia, powywracać stołków... Niesłychane!

Prawnicy niezależnego zrzeszenia dziennikarzy białoruskich knują podstępnie: nie podoba im się nowe prawo prasowe. Mówią nawet, że lepiej, żeby takiego prawa w ogóle nie było. Krytykują ile wlezie, punkt po punkcie, paragraf po paragrafie. Np. nie podoba im się, że dziennikarze powinni wydawać władzom rozmówców. A przecież chodzi o rzeczową informację i konstruktywną krytykę. Prawda, jakie proste?

Radosław Januszewski