Dwulicowa linia OBWE w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego i opozycji politycznej na Białorusi
Do naszego kraju, z końcem 2006 r., zawitała „chwila prawdy". Glista, w końcu, poróżniła się z jelitami. Postanowili wyjaśnić spór, który powstał między nimi. Taki (całkiem udany moim zdaniem) obraz pożądanego przez Łukaszenkę modelu stosunków białorusko-rosyjskich zaproponowała niedawno moskiewska publicystka, Julija Łatynina. Glista uzależniona jest całkowicie od pożywienia pobieranego wyłącznie z jelita, ale przy tym, ruchy jej ciała zupełnie od niego nie zależą. Czy można zwalczyć pasożyta jelit bez, choćby milczącej zgody jego gospodarza, na którym pasożytuje? Nawet lewatywa jest skuteczna tylko wtedy, kiedy strony tej procedury wzajemnie sobie nie przeszkadzają.
Dwulicowa linia OBWE w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego i opozycji politycznej na Białorusi

Do naszego kraju, z końcem 2006 r., zawitała „chwila prawdy". Glista, w końcu, poróżniła się z jelitami. Postanowili wyjaśnić spór, który powstał między nimi. Taki (całkiem udany moim zdaniem) obraz pożądanego przez Łukaszenkę modelu stosunków białorusko-rosyjskich zaproponowała niedawno moskiewska publicystka, Julija Łatynina. Glista uzależniona jest całkowicie od pożywienia pobieranego wyłącznie z jelita, ale przy tym, ruchy jej ciała zupełnie od niego nie zależą. Czy można zwalczyć pasożyta jelit bez, choćby milczącej zgody jego gospodarza, na którym pasożytuje? Nawet lewatywa jest skuteczna tylko wtedy, kiedy strony tej procedury wzajemnie sobie nie przeszkadzają.

Z kolei, przewidywanie historii rzadko kiedy bywa jasne i zrozumiałe, kiedy ona się rozgrywa. Motywy gierek geopolitycznych mogą być absolutnie egoistyczne, ale ich konkretne skutki nierzadko pozytywnie ukierunkowują przebieg ewolucji społecznej.

Zagrożenie przejściem na stosunki rynkowe z Rosją zostało przyjęte przez Łukaszenkę jako zagrożenie dla suwerenności Białorusi. Za tym niedorzecznym pomysłem posłusznie poszła białoruska opozycja. Okazało się, że zapomniano o wszystkim: o zabójstwach politycznych, o radykalnych fałszerstwach wyborczych, o przewrocie antykonstytucyjnym, o pobiciu zgodnie z prawem wybranych parlamentarzystów. I proszę, oto: „Boże, zbaw nas i ochroń przed moskiewskimi wrogami!" Dla miejscowych nacjonalistów „suwerenność faraońskiego typu" jest znacznie bardziej pociągająca niż jawna, uczciwa i przejrzysta walka o niepodległość. Silnemu narodowi, gotowemu żyć na własny rachunek, tacy opozycjoniści nie są potrzebni - on sam jest w stanie płacić za niepodległość państwową. A ci przestraszyli się własnego radykalizmu i już wieczorem, 19 marca 2006 r., sami tego nie widząc przekształcili się w trybik maszyny ojczulkowego reżimu - na podobieństwo staruszki-trąbizupki, która czasem tylko wygłosi pretensje z powodu jakości pożywienia podawanego posługaczce pańskiego domu. Ale do wspólnego stołu Biblioteki Narodowej, tej politycznej starzyzny już się nie dopuszcza.

Czysto egoistyczne motywy „Gazpromu" (z punktu widzenia białoruskich, oficjalnych środków masowego przekazu) - to znaczy racjonalna optymalizacja stosunków międzypaństwowych - sprawią, że reżim Łukaszenki będzie musiał stopniowo zaprzestać prostytuowania się w imię idei bratniego „państwa związkowego". Przejrzystość gospodarcza nieuchronnie wywoła rewolucję w zarządzaniu gospodarką narodową, a od tego do realnych reform politycznych już bardo blisko. Wcześniej - w epoce taniego rosyjskiego gazu - Łukaszenka mógł sobie pozwolić na gnębienie niezależnych związków zawodowych. Obecnie, ich przywódca, Aleksandr Jaroszuk osobiście i bezpłatnie zrobił o wiele więcej dla osadzenia rozzuchwalonej władzy niż cały aparat „zjednoczonych sił demokratycznych" i stał się pożądanym gościem na wszystkich nasiadówkach dozwolonych białoruskich pseudozwiązków. Jest już sam gotów przedstawiać warunki - jeśli i jego nie oddadzą polityczni ślepcy ze Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE. Nie zdziwię się, jeśli ceną za organizowane w Mińsku seminarium. Uty Zapf - szefowej grupy roboczej ds. Białorusi Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE będzie zamrożenie europejskich sankcji przeciwko białoruskiej feudalnej gospodarce. Bardzo to przypomina gotowość europejskich politykierów w latach trzydziestych XX wieku do kupowania sowieckiego drewna wyrąbanego przez niewolników-więźniów łagrów. W Europie, wielu ludziom, korzystny dumping prowadzony przez białoruskie przedsiębiorstwa na ich rynku przesłania wzrok i sumienia - nie chcą widzieć kajdan założonych najlepszym przedstawicielom narodu białoruskiego. Wcześniej kuto je na rachunek Moskwy, teraz - kiedy Kreml nie ma już ochoty za nie płacić - miejsce rosyjskich sponsorów postanowili zająć najbardziej oszczędni Europejczycy.

Stosunki rynkowe Rosji i Białorusi to jedyne realne zagrożenie dla władzy dyktatora. Jak wiadomo, podstawą demokracji na Zachodzie jest rynek, stosunki rynkowe. Wolny rynek istnieje we wszystkich cywilizowanych, rozwiniętych krajach, jest podstawą demokracji i wartości liberalnych. I właśnie od tego - kiedy ojczulek nie będzie już mógł płacić gotowemu wypełnić każdy rozkaz OMON więcej niż płaci się praworządnemu niemieckiemu policjantowi - może zacząć się ozdrowienie Białorusi. Kraj powinien żyć według posiadanych środków, a szczególnie dotyczy to funkcjonariuszy organów, zawziętych propagandzistów i skaptowanych parlamentarzyści. Wtedy nastąpi zastanowienie: czy opłaca się bronić zbankrutowany reżim. A co może dać posłanka do Bundestagu Uta Zapf i kompania? „Dwanaście warunków U.E. do rozpoczęcia dialogu z Białorusią" - blef. Jeśli nawet dzisiaj wszystkie zostałyby przez Białoruś wypełnione, nawet jeśli przyniosą radykalne ozdrowienie gospodarcze, kraj nie zostanie przyjęty do Unii Europejskiej aż za jakieś piętnaście, dwadzieścia lat. To jest kompetentny pogląd wszystkich ekspertów-politologów. Powtarzam - za dwadzieścia lat. Bułgaria i Rumunia zostały przyjęte tak szybko tylko dlatego, że wsparły porządki, jakie NATO zrobiło z Milosevicem. I to był ostatni wagon pociągu odjeżdżającego do Unii Europejskiej. Demokracji z wektora europejskiego na Białoruś nie będą eksportować. Bo nie dadzą rady - „dwadzieścia lat". To po pierwsze. A jest jeszcze i „po drugie". Obłuda. Co warte są wszystkie dwanaście punktów „ujmującego przesłania" Europy do dyktatora w porównaniu z jednym, trzynastym przesłaniem Rosji: rozpocząć przyzwoite, normalne stosunki rynkowe? Nic. Demagogia, wsparcie dyktatury - oto, czym dzisiaj jest polityka Europy.

Seminarium, które odbyło się w pompatycznym gmachu Biblioteki Narodowej wyglądało na pospieszną rehabilitację oficjalnego Mińska: „Zbadanie możliwości dla Białorusi w ramach europejskiej polityki dobrego sąsiedztwa". Zapf podkreśliła: „Uważam, że to seminarium jest niezbędne, bo stosunki miedzy krajami i organizacjami nie zawsze można budować od razu. Koniecznie należy iść do przodu, krok za krokiem. Każdy kraj ma swój czas na podjęcie decyzji co do swoich problemów - na przykład na temat kodeksu wyborczego. Mam nadzieję, że do tego problemu wrócimy jeszcze później.

Okazuje się całkowicie dopuszczalne, jeżeli na Białorusi będzie funkcjonował obecny (całkowicie teatralny) kodeks wyborczy: „Nawet jeżeli prawodawstwo wyborcze nie zmieniło się, a zostało w pełni zrealizowane, byłoby to wielkim postępem w systemie prawodawczym Białorusi i pomogłoby sprawić, że proces wyborczy byłby bardziej przejrzysty i sprawiedliwy. I wynik byłby lepszy." Oświadczyła Uta Zapf.

Ale najbardziej interesujące są następujące słowa: „Jesteśmy gotowi do współpracy, ale pod warunkiem wypełnienia przez Białoruś poprzednich warunków. Przede wszystkim, będziemy się domagać uwolnienia więźniów politycznych" - powiedziała Zapf. W 2007 r. „zaginieni politycy", którymi, nieraz w pocie czoła, zajmował się szef misji OBWE w Mińsku, dr Hans-Georg Wieck uzupełnieni zostali o nową rzeczywistość „więźniów politycznych". Zapf została przez kogoś wyznaczona, żeby teraz „pracowała w charakterze Wiecka": jeśli z uwalnianiem więźniów politycznych pójdzie tak samo jak z odpowiedzialnością władzy za zaginionych i zabitych polityków opozycyjnych, będzie to dowodem świadomej dwulicowości linii OBWE w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego i opozycji politycznej na Białorusi.

Nawiasem mówiąc, nikt tego szczególnie nie ukrywa: Zapf, między innymi mówiła, że nikt nie oczekuje, żeby Białoruś wypełniła wszystkie dwanaście warunków na raz". Cóż za myśl! Skoncentrujmy się zatem - na tle „sprawy strażaków" z Homla i „gliny" z Grodna - na problemie zniesienia kary śmierci. Zapf dostanie najbardziej zażartą dyskusję na najważniejszy temat, były kandydat na prezydenta Alaksandar Kazulin dalej będzie siedział, szefa partii BNF, Winczuka Wiaczorkę jak poprzednio będą łapać za niecenzuralne przekleństwa w obecności jego własnej córki, a opozycjonista, Wiaczesław Siwczyk, będzie wytrwale sikać na głównej ulicy stolicy przed nosem patrolu milicji i dostawać kolejne dwadzieścia cztery godziny. Może Zapf, dla „czystości eksperymentu", powinna przejść się po „wieczornym Mińsku" z „bieł-czyrwona-biełym" znaczkiem na piersi. Okaże się, że biegle włada rosyjskimi przekleństwami, prawie jak niedawno osądzony za to opozycyjnie nastrojony głuchoniemy Białorusin.

Zapf jawnie szydziła z miejscowej opozycji: według jej słów „białoruscy parlamentarzyści powiedzieli, że na seminarium po raz pierwszy spotkali się twarzą w twarz z niektórymi przedstawicielami opozycji i byli zdziwieni, że nie są oni podobni do diabłów".

Parlamentarzyści - w swojej masie mianowani nie po raz pierwszy - mogą mówić różne rzeczy. Chociaż Zapf trochę racji miała: tylko diabli są w stanie nawet na politycznej patelni klarować stosunki między sobą, a nie z gospodarzem piekła. Dzięki ugodowcom i politycznym prostytutkom...

Jak najsłuszniej, nie przyjęli propozycji wzięcia udziału w „seminarium Zapf" Michaił Marynicz, były szef MVES (ministerstwa handlu zagranicznego), a także Anatolij Szumienko, lider republikańskiego, społecznego zrzeszenia przedsiębiorców „Perspektywa".

Marynicz powiedział, że amoralnym i bezmyślnym jest prowadzenie tego rodzaju spotkań, skoro nadal trwają aresztowania opozycjonistów i żaden z zaproszonych przedstawicieli bloku demokratycznego nie został uwzględniony jako mówca, chociaż przedstawicielom władzy obowiązkowo udzieli się głosu.

Ogólnie rzecz biorąc, to dobrze, że opozycja nie poddała się oczywistej prowokacji władzy i nie dała się skusić do zbojkotowania seminarium. Liderzy organizacji nie rządowych Tatiana Protko, W. Kołos i Żanna Litwina odegrali rolę znanego polityka, który kiedyś na głos oświadczył" „Jest taka partia!" (*). Od polityków opozycyjnych po raz kolejny usłyszeliśmy: „Tu nie ma żadnej demokracji!". Mam nadzieję, że usłyszała to Uta Zapf.

Od siebie dodam: Tu nie ma demokracji. I nigdy nie będzie, jeżeli Europa będzie znowu przedstawiać model monachijskiej ugody z Fuehrerem. I dlatego, zbaw nas Boże od takich „przyjaciół". Od wrogów wolności zbawimy się sami - przestańcie ich tylko podtrzymywać finansowo i politycznie. Choćby nie przeszkadzajcie rosyjskim imperialistom praktycznie przekonywać Łukaszenkę, że efektywna gospodarka nie idzie w parze z dyktaturą niewykwalifikowanych kołchozowych karbowych. Dla ocalenia gospodarki przyjdzie zniszczyć cały ich system.

(*) Jest to okrzyk Lenina z posiedzenia Dumy (podczas rewolucji 1905 r.), kiedy jeden z mówców oświadczył, że żadna partia nie jest zdolna do objęcia władzy w Rosji

Siarhiej Skrebiec - były poseł parlamentu białoruskiego

W latach 2000-2004 Skrebiec był deputowanym Izby Reprezentantów. Mandat deputowanego zdobył na wyborach w Lidzie. W 2001r. próbował startować w wyborach prezydenckich, jednak nie uzbierał potrzebnej ilości podpisów. Przeszedł do opozycji, był jednym z liderów opozycyjnej frakcji Republika w białoruskim parlamencie. Podjął cały szereg inicjatyw, które wywoływały wściekłość władz. Między innymi domagał się wszczęcia postępowania karnego w sprawie zniknięcia liderów opozycji. W 2004r. razem z kilkoma innymi deputowanymi domagał się wprowadzenia zmian do Kodeksu Wyborczego umożliwiających normalną kontrolę za wyborami.

W 2005 roku został skazany na dwa i pół roku więzienia za rzekome wyłudzenie kredytu i przygotowania do dawania łapówki. Podczas śledztwa trzymano go w areszcie. Trzykrotnie prowadził kilkutygodniowe strajki głodowe. Władze nie poszły na ustępstwa. Podczas procesu przed Sądem Najwyższym nie przyznał się do winy, a proces nazwał farsą.

Źródło: „Magazyn Polski na Uchodźstwie", nr 3, marzec 2006 r.

Siergiej Skrebiec
Wider Europe, www.w-europe.org

Tłumaczył: Radosław Januszewski