Hura! Jednak są te wieści. Okazało się, że był to tylko problem techniczny z Internetem (miejmy nadzieję). I od razu rzecz zadziwiająca: niezależne zrzeszenie białoruskich dziennikarzy dostało do zaopiniowania projekt ustawy o informacji, informatyzacji i bezpieczeństwie informacyjnym. Na wniosek zrzeszenia przesłał je szef stałej komisji do spraw przemysłu, paliw i energii, komunikacji oraz przedsiębiorczości. (Ładna nazwa, prawda?)
Albo Łukaszenka zmiękł, w co wątpię, albo, co chyba bliższe prawdy, doszedł do wniosku, że opiniować każdy może. I fajnie będzie i Zachód się nie przyczepi, a przecież ustawa ustawą, a wszystko wedle uznania.

Ale zaraz, zaraz! Czytam dalej i oczom nie wierze. Państwowa drukarnia zgodziła się drukować, co tydzień, niezależną gazetę. Wcześniej odmówiła, a w ślad za nią wszystkie okoliczne drukarnie, a teraz zgodziła się. „Witebsk Kurier M" będzie wychodził?

Jest zdziwniej i zdziwniej. Szef milicji w Mińsku, na apel niezależnego zrzeszenia dziennikarzy odpowiedział, że na przyszłość funkcjonariusze milicji będą unikali łamania prawa np. wobec dziennikarzy, np. podczas wieców mi demonstracji. Na szczęście, dwa dni potem, milicja pobiła dwie dziennikarki (w tym jedną z Polski) kiedy zbierały materiał prasowy.

Pewnie nie wiedziały, że demokracja demokracją, ale jakiś porządek musi być.

Radosław Januszewski