O tym, że Polacy są wrażliwi, romantyczni, uduchowieni, mądrzy, wierzący w boga, że płacą podatki, że nie kradną, że nie pożądają żon bliźnich swoich, nie zabijają - innymi słowy: jak żaden inny naród na świecie przestrzegają dekalogu, wiedzą wszyscy a zwłaszcza sami Polacy. Wśród wszystkich nacji to właśnie naród polski wyróżnia się moralnością niemalże sterylną. Polacy także wiedzą, że ich sąsiedzi, zwłaszcza ci ze wschodu i z zachodu, to przebrzydli komuniści i równie przebrzydli potomkowie żołnierzy Wehrmachtu lub SS, ale Polacy po chrześcijańsku są w stanie im wybaczyć wszelkie krzywdy historyczne: bo nie wiedzieli co czynią.
Można by jeszcze dużo napisać o wrodzonej dobroci każdego rodaka, ale przecież skromność polska nakazuje w tej sprawie milczeć. Jednakże pewną oczywistość należy przypominać nieustannie: aksjomatem duchowości i polityki polskiej jest chrześcijaństwo zredukowane do światopoglądu rzymsko-katolickiego. Z wytatuowanymi sinym tuszem krzyżami na piersiach, ze stygmatami na ciele, jako rycerze wiary będziemy bronili wartości chrześcijańskich przed liberałami-kosmopolitami, przed zlaicyzowaną Unią Europejską i tymi wszystkimi, którzy w swoim życiu zboczyli z drogi wiodącej ku zbawieniu. W tej krucjacie, wsparci mocą kościoła katolickiego, na pewno zwyciężymy, bowiem żadna armia, która niesie przed sobą krzyż nie może przegrać.

Ale do rzeczy. 3. kwietnia tego roku - czyli dwa dni po prima aprilisowym dniu psikusów, w niemieckiej prasie (dokładnie w „Die Welt") ukazała się satyra pióra Hansa Grimma opatrzona tytułem: Jan Paweł II czyni jeszcze więcej cudów. Satyra ma to do siebie, że wykrzywia rzeczywistość, co ma miejsce także w tym przypadku. Grimm opisuje tajemnicze „uzdrowienie" łączy internetowych, które na skutek modlitwy do J.P.II natychmiast przestawały szwankować oraz m.in. kpi z detektywów watykańskich, którzy w kwestiach wątpliwych odnośnie domniemanych cudów, będą uciekać się do najnowocześniejszych technik medycyny sądowej, mianowicie: będą pobierać próbki świętego stolca. Opisuje także przypadek wieloletniego czytelnika gazety „Die Welt", któremu właśnie na skutek lektury tejże gazety obumarł mózg. Jednakże w wyniku cudownego oddziaływania J.P. II został on uleczony do tego stopnia, że może on być prezesem niemieckiego przemysłu samochodowego. W innym niemieckim dzienniku - „Junge Welt" - 29. marca także nie oszczędzono w słowach nagonki kanonizacyjnej papieża-Polaka. W tekście Seliger des Tages J.P.II przedstawiony jest jako „medialnie cierpiący papież". Autor tekstu wątpi jednak w domniemane cuda, których sprawcą miał być nasz rodak, konkludując: „tym razem, całkiem bez papieża, na pojedynek bokserski miedzy moderatorem telewizyjnym Stefanem Raabem a prawdziwą mistrzynią świata, bilety kupiło 18500 osób" - co w jego przekonaniu jest większym cudem, niż te, które przypisuje się Polakowi-papieżowi.

Jednak nie artykuł w „Junge Welt", ale satyra Grimma wywołała w Polsce oburzenie. Ruszyła w bój polska husaria... pardon, znaczy się dyplomacja. Zazwyczaj „martwa" na polu międzynarodowym minister Anna Fotyga wysłała notę protestacyjną, wyrażając swój głęboki niepokój i poruszenie z powodu ataku na J.P.II. Okazji do zaistnienia nie przeoczyła także Liga Polskich Rodzin, określając satyrę skandalem i nawołując do bojkotu gazety „Die Welt".

Niemcy, nauczeni porażką spod Grunwaldu, nie szykują się na wojnę z Polakami ale spokojnie odpowiadają na zarzuty. Związek Dziennikarzy Niemieckich (DJV) w obronie Grimma odwołują się do podstawowej wartości demokratycznej, jaką jest wolność słowa i przekonań. Nawet internetowe wydanie „Die Welt" zaczęło publikować w tej sprawie teksty w dwóch wersjach językowych: po polsku i po niemiecku, co więcej: umieszcza je na głównym bannerze na stronie internetowej, tak, by wszyscy zainteresowani nie mogli ich przeoczyć. Swoją drogą, żadna gazeta nie mogła sobie wyobrazić lepszej akcji reklamowej niż ta. Wrzenie na forum, miliony odsłon... lepiej być nie może.

Jak podsumować cały ten incydent? Zarówno Niemcy jak i Polacy wiedzą o swoich wzajemnych słabościach. Znając wrażliwe punkty potrafią to wykorzystywać w celach politycznych, marketingowych czy też zwyczajnie: by się z siebie pośmiać. Jest coś w rodzaju witzkriegu miedzy Polakami a Niemcami - jak do tej pory wygrywają sąsiedzi z zachodu. Kiedy gazeta „Najwyższy Czas" na okładce zamieściła karykaturę Angeli Merkel „zrobioną" na Hitlera, Niemcy nie się oburzyli. Jednakże gdy niemiecka prasa przemianowała Kaczyńskich na solanum tuberosum, politycy PiS w obronie głowy państwa polskiego, chcieli pozamykać dziennikarzy winnych przestępstwa z art. 135 KK . Do tego dołożyć należy opisywany przypadek satyry w „Die Welt".

W tym wszystkim jedno jest pewne: kiedy urażone niemiecką satyrą polskie uczucia, zmienią się w czyny, gdy rozpęta się polski blietzkrieg i wojsko polskie ruszy na Niemcy, pozostanie im się tylko przyglądać, jak po 7. godzinach lotu polskie F-16 będą spadały na ziemię. To dopiero będą jaja: Niemcy padną ze śmiechu!

Marek Trojanowski