Аnatolij LEWKOWICZ: «Białoruska opozycja powinna walczyć z dyktaturą, a nie z Moskwą»
W stosunkach białorusko-rosyjskich powstaje jakościowo nowa sytuacja. Odbija się to na rozkładzie sił w szeregach białoruskiej opozycji. Mówi o tym pierwszy zastępca przewodniczącego Białoruskiej Partii Socjaldemokratycznej (Gramada), Anatolij Lewkowicz.
1)    Gramada" -ijejprzywódca, AleksandrKazulin - spośród wszystkich opozycyjnych partii białoruskich, była chyba najbardziej nastawiona na dialog z reżimem sprawującym władzę, unikając z nim konfrontacji. Niemniej, po ostatnich wyborach prezydenckich, były kandydat na prezydenta, profesor Kazulin znalazł się w więzieniu i grozi mu surowy wyrok. Jak pan wyjaśni taką sytuację?

- Idea placu „kolorowej rewolucji" wyolbrzymiona została w środowisku zjednoczonej opozycji. Dla skostniałego reżimu białoruskiego (to nie Ukraina Kuczmy i nie Gruzja Szewardnadze) był to dobry podarunek. W telewizji straszyli spiskiem opozycji, terroryzmem i atakiem epidemiologicznym dokonanym za pomocą zdechłego szczura.

Niestety, przywódcy zjednoczonej opozycji, jak i poprzednio, dalej prowadzą zabawę w wirtualną politykę. Strategii zwycięstwa koalicja, jak i poprzednio, nie ma. Siły do zaatakowania reżimu, nie mówiąc o zwycięstwie, też. Hasło o pełnym zwycięstwie demokracji podczas ostatnich wyborów prezydenckich należałoby zachować na później. Na tym etapie przejściowym należy „wykołować" problem z A. G. [Aleksandrem Grigoriewiczem, tj. Łukaszenką] - pomóc odebrać mu władzę absolutną, przekazując jej „piony" burżuazji nomenklaturowej. Taka strategia stanowi autentyczne zagrożenie dla władzy. Rozgrywając nomenklaturową figurę nasza partia próbowała zmienić sytuację, choćby w ten sposób, że dokonaliśmy strategicznego przekazania „pionów", nomenklaturowej burżuazji a także Moskwie. Dla reżimu śmiertelnie groźny jest cios w plecy. Taka strategia jest realna. Co więcej, w odróżnieniu od A. Milinkiewicza, który zbierał głosy opozycyjnie nastawionego elektoratu, nasz kandydat zbierał głosy wszystkich zwolenników przemian, a nawet pretendował do elektoratu urzędującego prezydenta. Kazulin, jeśli już coś robił w kampanii, to robił to na maksimum. Zgodnie z prawem zażądał oddania do swojej dyspozycji centrum prasowego, publicznej trybuny na zgromadzeniu ogólno białoruskim (Milinkiewicz nawet nie pisnął na ten temat) itd.

Władza nie na żarty przestraszyła się i zdenerwowała. Przestraszyła się nie Milinkiewicza, nie Europy i Ameryki. Ona przestraszyła się Kazulina i możliwości, że postawi na niego nomenklatura i Kreml. W końcu, władza przestraszyła się samej siebie, bo człowiek „pionu" rzucił wyzwanie samemu „pionowi". I to przesądziło o losie Aleksandra Władysławowicza.

2) BiałoruskasocjaldemokratycznapartiaGramada" nieuczestniczyłajakopodmiotwpracachkongresudemokratycznychsił Białorusi, którywybrał jakojedynegokandydatanaprezydentaAleksandraMilinkiewicza. Łukaszencepodczasostatnichwyborówrealnieprzeciwstawiłosię dwóchkandydatów - AleksandrMilinkiewicziAleksandrKazulin. Jakoceniapanichpracę podczaskampaniiwyborczej?


- Naszej  partii nie dopuszczono do prac Kongresu (chociaż uczestniczyło w nim 64 członków „Gramady" - delegatów lokalnych rad, kandydatów do parlamentu i in.) Normalny proces rozmów na temat zawiązania koalicji był torpedowany, odkąd partia wybrała na swojego przywódcę byłego rektora białoruskiego uniwersytetu państwowego, A. Kazulina. Drzwi do koalicji zostały przed nami zamknięte. Objęcia liderów otworzyły się dla N. Statkiewicza, który utracił swoją partię. On nie stanowił konkurencji, a wąskiemu gronu liderów koalicji konkurent w osobie szefa „Gramady", A. Kazulina, był nie w smak.

Uczestnictwo A. Kazulina w kampanii nadało jej znaczenie rzeczywistej walki politycznej. Kazulin zmuszał Milinkiewicza do większej aktywności i stanowczości. Uczestnictwo naszej partii wymusiło na całej koalicji aktywniejsze działania.  „Gramada" wykonała podczas kampanii pracę taką, jak dziesięć partii i prawie 200 organizacji społecznych wchodzących w skład koalicji.

Kazulin doprowadził do końca kampanię wyborczą i popsuł scenariusz władzy, która już miała obwieścić kolejne „eleganckie zwycięstwo". Służby specjalne zmuszone były pójść na twardy scenariusz neutralizowania politycznych oponentów władzy.

3)
Od 25 marca 2006 r. PrzywódcaBPSDGramada", AleksandrKazulin przebywa w więzieniu i czeka na sąd. O ile wiadomo oskarżany jest o próby zorganizowania rozruchów. W tym czasie pewną aktywnością wykazała się jego żona. Zyskała też popularność. Jaki jest stosunek do tego w pańskiej partii?

- Silny przywódca jest groźny dla reżimu nawet w więzieniu, ale na wolności jest groźniejszy. Strach popycha rządzących ku działaniom z użyciem siły - izolować, wsadzić WIELKIEGO CZŁOWIEKA za drut kolczasty.

Żoną byłego kandydata na prezydenta nie można się nie zachwycać. Pamięta pan „i w szczęściu i w niedoli...". Skąd siły i energia u tej kruchej i  pełnej wdzięku kobiety?! Wszyscy słyszeli o żonach dekabrystów. Ona jest z tego samego drewna.

"Wspólnota", oto jest szczęście[W oryginale: «со-часть» это и есть счастье.]. Wierność, miłość i nadzieja tworzą wspólnotę. Ona tym żyje. Dziś to dla niej gorzkie szczęście. Ale to ich los, ich droga, ich wspólny lot w wieczność duchowej nieskończoności. To ich lot ku wolności. Irina Iwanowna jest bezpartyjna. A stosunek do kobiety to sprawa delikatna, egzystencjalna, ale na pewno nie partyjna.

4) Dotejporydlawielujestzagadką, jakwładzadopuściładopokazaniawtelewizji (ztaśmy) wystąpieniakandydatanaprezydentaKazulina, w którym przedstawił, kompromitujący ponoć materiał na rządzącego prezydenta. Niezrozumiałym pozostaje także to, że władza dopuściła do robienia zdjęć (prawie okrągłą dobę szło to w kanale Euronews) aresztowanego Milinkiewicza, który udzielał wywiadów zza zakratowanego okna sądu. Nie było takich zdjęć przedstawiających aresztowanego Kazulina. Zaczęto mówić, że pokazuje się tego, którego władza się nie boi. Co pan sądzi o takich obserwacjach i poglądach?

- Każda zagadka ma rozwiązanie. Władza i zjednoczona opozycja budowały swoją strategię opierając się na logice formalnej zapominając o logice dialektycznej. Liderzy koalicji „w prostocie swojej" oskarżali nas o rozłam, o dwie kolumny. A władza „w chytrości swojej" cieszyła się z tego. No, przecież, jedności nie ma! I z powodu tej radości zarejestrowała przywódcę białoruskiej partii socjaldemokratycznej „Gramada" jako kandydata na prezydenta. Potem reżim robi drugi błąd pozwalając sobie z tej radości na zabawę w kotka i myszkę i przepuszcza w eter słynne kazulińskie „Sasza oddaj pieniądze!".

W mgnieniu oka Kazulin przeistoczył się z profesora w kandydata ludu. Taka jest siła tej frazy puszczonej w eter.

5) Coraz częściej, nie tylko w środowisku białoruskiej opozycji, mówi się o zagrożeniu ze wschodu dla niepodległości kraju. Czy pańskim zdaniem takie zagrożenie jest dzisiaj realne? I jak prognozuje pan rozwój stosunków białorusko-rosyjskich w 2006 r.?


Były wiceprzewodniczący parlamentu, zmarły w zagadkowych okolicznościach, Gienadij Dmitriewicz Karpienko, kiedy rządzący dopiero powlekał się brązem, proroczo mówił: „Póki on włada, suwerenności po prostu nie odda. Suwerenność może wymienić tylko na czapkę Monomacha. Ale kto mu na to pozwoli!"

Z przyjściem Putina, gwiazdy na kremlowskich basztach dla A.G. przygasły i suwerenność została jedyną gwarancją jego ostrzelanej perspektywy. Z Zachodu na muszce NATO, ze Wschodu, gazowej rury. W wnętrznościach suwerennej Białorusi zaczął już odliczanie mechanizm maszyny o piekielnej sile - mechanizm nomenklaturowej burżuazji. Dla niej suwerenność to nie romantyczna wizja nacjonalisty, a kura nioska... Kto pozwoli taką kurę oddać sąsiadowi?

Wirtualną krowę anschlussu już drugie dziesięciolecie doją przywódcy Białoruskiego Frontu Ludowego. W ostatnich latach doszła do tego także władza. Obecnie władca zorientował się w sytuacji i chce, żeby opozycja trzymała tę krowę jak najmocniej za rogi. Poręczniej będzie można ssać wymię.

Rosja podnosi ceny na gaz i demonstruje tym samym, że widzi w Białorusi niepodległe i suwerenne państwo. Światowe ceny za gaz - to problem reżimu, to jego polityczna porażka. A część opozycji, z Milinkiewiczem na czele już gotuje się, żeby razem z „bat´kami" bić się o prawdę z rosyjskim imperializmem.

Opozycja powinna walczyć z dyktaturą, a nie z Moskwą. Należy kontynuować pochód na Łukaszenkę, a nie zawracać kolumny na Stolicę. Z tą ostatnia lepiej się dogadać i wtedy dla opozycji otworzy się możliwość wzięcia udziału nie w wirtualnym, a w realnym procesie politycznym.

Dziś Kreml już myśli o tym, kto będzie białoruskim Janukowiczem. Na A.G. patrzą jak na stygnące zwłoki myśląc, jak wynieść go ceremonialnie w wieczność politycznego niebytu. Formułuje się jakościowo nowa sytuacja w stosunkach białorusko-rosyjskich. Dla marzyciela dumającego o kremlowskich gwiazdach w tej sytuacji miejsca już nie stanie.

RozmawiałRomanJAKOWLEWSKI
Tłum.:R.Januszewski