Nobel Sołżenicyna, jako głos w obronie ruchu dysydenckiego

Tomasz Węgielnik | 2008-09-05

W grudniu 1970 roku Aleksander Sołżenicyn otrzymuje literacką nagrodę Nobla. Oprócz docenienia artystycznej wartość łagiernego pisarza, był to również akt politycznego poparcia dla „ruchu dysydenckiego" w ZSRR. Uzyskanie najważniejszej literackiej nagrody, spowodowało że Sołżenicyn, obok Sacharowa stał sie najważniejszym symbolem rosyjskiego sprzeciwu wobec totalitarnego państwa sowieckiego. W 1973 roku w Paryżu ukazuje się Archipelag Gułag, ósma, najsłynniejsza książka pisarza. Poszczególne rozdziały książki czytane są w rosyjskojęzycznych rozgłośniach zachodnich nadających na terytoria obozu wschodniego. Również emigracja narodów zniewolonych przez ZSRR, tłumaczy ją na swoje języki i wysyła jej treść w eter. Polskiego tłumaczenia dokonał przebywający wówczas we Włoszech, Jerzy Pomianowski. Na początku 1974 roku Aleksander Sołżenicyn zostaje aresztowany i wydalony z ZSRR. W artykule tym zarysuję historię rosyjskiego ruchu dysydenckiego do 1970 roku, działalność którego niewątpliwie przyczyniła się do uzyskania przez Sołżenicyna nagrody Nobla. W związku z obszernością tematu wszelkiego rodzaju działań antysystemowych w ZSRR takich jak ruchy narodowe, religijne ograniczę się tylko do aspektu artystycznego i etnicznie rosyjskiego. [Czytaj dalej…]

Moja „chmurna i durna" z... maluchem w tle

Ewa Karbowska | 2008-07-30

Tytułowa „chmurna i durna" to, oczywiście młodość. Dalej jednak - wbrew temu co, przynajmniej niektórym z nas, mógłby sugerować tytuł - nie będzie ani wspomnień jakichkolwiek śmiałych poczynań seksualnych, ani, tym bardziej, będących potencjalnym niedoszłym skutkiem tych pierwszych, relacji z pielęgnacji niemowlęcia. Zawiodę więc zarówno erotomanów, jak i odpowiedzialne społecznie środowiska pro rodzinne. [Czytaj dalej…]

Lech musiał zostać Bolkiem by miernoty mogły rozkwitnąć

Krzysztof Łoziński | 2008-06-17

Poniższy tekst jest kompilacją kilku artykułów, moich i jednego redakcyjnego, już publikowanych w „Kontratekstach". Zdecydowałem się na ich przypomnienie bo stanowią razem kompletną ilustrację celów i metod dyskredytowania Lecha Wałęsy, dawniej prze SB, później przez PC i PiS, a obecnie przez „historyków" IPN. Twierdzę, że jest tak, jak w tytule. Inspiratorzy i wykonawcy ataku na Lecha Wałęsę doskonale wiedzą, że żadnym „Bolkiem" on nie był (świadczą o tym niezbicie dokumenty i fakty, które prezentujemy poniżej, a które są im znane). Ale po to, by mogły na scenę polityczną i historyczną wypłynąć miernoty intelektualne, moralne i „życiorysowe", trzeba było opluć wszystkie prawdziwe autorytety: Kuroń i Mazowiecki musieli zostać „żydami" (z małej litery) i kryptokomunistami, KOR musiał zostać „lewicą laicką" a Lech Wałęsa „Bolkiem". Warto, szanowny czytelniku, przebrnąć przez ten dość długi materiał i zastanowić się. Bo oto na naszych oczach zachodzi wymiana historii prawdziwej na fałszywą, dyskredytacja prawdziwych bohaterów i kreacja nowych po części z dawnych tchórzy, dekowników a nawet mitomanów. Mam wrażenie, że następuje takie odwrócenie historii, w którym ostatni szereg przedstawiany jest jako pierwszy. Dziś historia znajduje się w krainie czarów. Skoro Wałęsa był „Bolkiem" a prawdziwymi twórcami Wolnych Związków Zawodowych byli Lech Kaczyński i Krzysztof Wyszkowski, to może wkrótce okaże się, że w 1939 roku bracia Kaczyńscy z Antonim Macierewiczem i Zbigniewem Ziobrą zaatakowali Niemcy, by w 1945 roku zająć Berlin. Nie wykluczam też udziału Rafała Ziemkiewicza i Piotra Semki w bitwie pod Płowcami. Wszystko możliwe. [Czytaj dalej…]